BLOG

„Człowiek orkiestra” – Maria Świerczyńska

Ma mnóstwo pasji – gotuje, piecze, szyje, maluje, haftuje, prowadzi gospodarstwo agroturystyczne, zajmuje się ogrodem. Ostatnią jej pasją jest tzw. wiklina papierowa – Maria Świerczyńska

14699531_1139281796108113_1656708186_o

Pani Mario – gdy przygotowywałam się do wywiadu z Panią i dowiadywałam się, czym się Pani zajmuje – pomyślałam: Człowiek – orkiestra.

Można by tak powiedzieć. Ja zawsze powtarzam za I. Kwiatkowską , że jestem kobietą pracującą i żadnej pracy się nie boję (śmiech).

Spróbujmy zatem jakoś usystematyzować (o ile to możliwe) Pani zajęcia. Co było na początku?

Wydaje mi się, że pierwsza była fascynacja krawiectwem. Gdy byłam małą dziewczynką mama często wysyłała mnie do mojej chrzestnej, która była krawcową. To właśnie u niej nauczyłam się podstaw szycia, które chciałam jak najszybciej wykorzystać.  Pamiętam, że zamknęłam się kiedyś w swoim pokoju, pocięłam flanelową koszulę taty i … uszyłam z niej bluzkę dla siebie! Od tego się zaczęło.

Czy ta pasja i umiejętność szycia potem się Pani przydała?

Tak, zwłaszcza, gdy przebywałam na urlopie wychowawczym. Wiadomo, że z jednej pensji trudno wyżyć, zatem rozmyślałam jak tu dorobić? Wówczas z pomocą przyszły moje koleżanki z pracy. Gdy zobaczyły, co potrafię uszyć zleceń mi nie brakowało. Pamiętajmy, że były to lata 70-te, kiedy w sklepach niewiele można było kupić. Jako ciekawostkę chciałabym dodać, że pierwszą w miarę profesjonalną maszynę do szycia (którą zresztą mam do dziś) kupiłam za pożyczone pieniądze.

Potem założyła Pani warsztat krawiecki…

i zatrudniałam 7 osób. Wcześniej jednak nawiązałam współpracę ze spółdzielnią, dla której zajmowałam się tak zwanym chałupnictwem. Szyłam np. obrusy, fartuchy, które potem spółdzielnia sprzedawała a ja miałam pieniądze.

W tak zwanym „międzyczasie” piekła Pani torty.

Rzeczywiście. W tamtych czasach powszechne stało się obchodzenie imienin, oczywiście z tortem w roli głównej, a ponieważ nie było cukierni i gotowych ciast ja zapełniałam tę lukę.

Kolejną pasja był … obrus

Haft. Kiedy mogłam sobie pozwolić na przerwę w pracy zajęłam się haftowaniem obrazów haftem gobelinowym. Wyhaftowałam ich w ciągu roku aż 50!

Obecnie zajmuje się Pani wyplataniem z wikliny papierowej. Skąd wzięła się ta pasja?

Kiedy wyprowadziłam się z Tarnobrzegu i zamieszkałam w Suchorzowie, zadzwoniła do mnie koleżanka, która organizowała warsztaty z bibułkarstwa. Poszłam; trochę z ciekawości a trochę żeby robić frekwencję.  Spodobało mi się. Początkowo były to jakieś kwiatuszki, później większe, ale to mi nie wystarczało. Szukałam czegoś więcej, jakichś większych wyzwań. Pomyślałam, że skoro mam kwiatuszki to może przydałby się do nich jakiś wazonik czy koszyczek. Zaczęłam szukać w Internecie. Znalazłam sporo stron z różnymi pomysłami.

Przyznam się, że moje pierwsze próby nie były zbyt udane, ale nie zrezygnowałam. Zawzięłam się. Nawiązałam kontakt z innymi osobami, które sę tym zajmują. Szczególnie podobają mi się prace Rosjanek i Ukrainek. Zaczęłam oglądać ich prace w dużym przybliżeniu. Do jednej z kobiet odważyłam się napisać. Dowiedziałam się sporo ciekawych rzeczy.

Dziś robię to coraz lepiej, ale ciągle się uczę. Jestem tak dociekliwa, że potrafię do północy siedzieć i rozwikływać jak coś jest zrobione. Wkładam  w to całe serce. kwiaty

Co zaprocentowało wzrostem popularności …

Muszę powiedzieć, że zawsze bałam się tej popularności. Wydawało mi się, że inni robia to lepiej ode mnie. Sytuacja zmieniła się, kiedy zaczęłam być zapraszana na różne warsztaty a moje prace zaczęły się sprzedawać. W końcu uwierzyłam w siebie.

Ile czasu zajmuje Pani zrobienie jakiejś rzeczy, np. świecznika?

Nie liczę czasu, ponieważ każdy przedmiot powstaje etapami. Wcześniej muszę nakręcić sporo rurek. Codziennie rano robię sobie kawę i zaczynam swoją zabawę. Najpierw trzeba pociąć na paseczki duże ilości gazet, potem kręcić wspomniane rurki (zawsze mam ich nakręcone tysiące), które następnie trzeba posegregować. Dopiero potem przychodzi jakiś pomysł i zaczynam go realizować. Zdarza się, że z pierwotnego zamysłu nic nie zostaje i wychodzi zupełnie coś innego. Kiedy jakaś rzecz zostaje w końcu zrobiona pokrywam ją akrylem i gotowe.

Co robi Pani z gotowymi rzeczami?

Prezentuję je na różnych targach, wystawach i jeśli komuś się spodobają, sprzedaję je. Wiele swoich prac przeznaczam na prezenty, ponieważ lubię je robić. Swoje prace wstawiam też do kiosku przy muzeum w Baranowie Sandomierskim. Przyznam, że cieszą się dużym powodzeniem. Muszę jednak powiedzieć, że ciężko mi się rozstać z niektórymi pracami. Mam też takie, których nie sprzedam, bo włożyłam w nie dużo serca i są po prostu moje.

Najtrudniejsze w wyplataniu jest?

Wydaje mi się, że najtrudniejsze jest zrobienie wyplecionego kwadratowego i prostokątnego spodu oraz utrzymanie kantu w pionie. To wymaga już naprawdę dużych umiejętności.

Co najczęściej Pani wyplata?

Zdecydowanie przedmioty użytkowe – kosz na bieliznę, wazon na kwiaty, podkładkę, miseczkę, świecznik a nawet … kapelusz jako dekoracjękoszyczki

Czy czuje się zatem Pani artystką czy dobrym rzemieślnikiem?

Zdecydowanie artystką, moje rzeczy są niepowtarzalne. Nawet gdy robię 2 świeczniki, to każdy  z nich będzie inny.

Skąd u Pani takie zdolności artystyczne?

Nie wiem. W mojej rodzinie nikt nie był uzdolniony artystycznie. To chyba tak zwana „iskra boża”.

Wiem, że swoją wiedzą dotyczącą wyplatania chętnie dzieli się Pani z innymi.

Tak, często jestem zapraszana na różne uroczystości. Byłam np. na „mikołajkach”, na których było 700 dzieci, na Przeglądzie Stołów Bożonarodzeniowych, na Dniu Działkowca, Jarmarku Dominikańskim. stoisko

Największym sukcesem były jednak prowadzone przeze mnie warsztaty na targach „Ludzi z pasją”, które wzbudziły duże zainteresowanie. Prowadziłam również warsztaty w Pensjonacie pod Pieprzówkami w Zalesiu Gorzyckim.

Swoje prace często przekazuje też Pani na różne aukcje.

To prawda. W tym roku zrobiłam piękną piniatę, z której dochód został przeznaczony na leczenie chorego Kacperka. Piniatę pomogły mi wypełnić moje koleżanki, które przysyłały swoje prace. Ostatecznie było tego tak dużo, że piniata ważyła ponad 3 kg i przysporzyła sporo radości. piniata

Jest zatem Pani też społecznicą?

Och, rzeczywiście jestem typem społecznika. Gdy w 2006  r  przeprowadziłam się do Suchorzowa zostałam poproszona o zorganizowanie Koła Emerytów. Nie potrafiłam odmówić. Zaczęłam organizować różne spotkania przy kawie i herbacie. Pierwsze pieniążki dla koła zdobyłyśmy same sprzedając własnoręcznie upieczone ciasta.  Potem przyszła pora na bal „Barwy jesieni”, w którym wzięło udział 120 osób. Wszystko przygotowywaliśmy sami – piękne dekoracje, ciasta, przystawki.

Znowu wracamy do pieczenia i gotowania.

 Tak. Wydaje mi się, że moje pasje jakoś się przeplatają.  Gotować lubiłam od zawsze, dlatego kiedy usłyszałam o organizowanych warsztatach kulinarnych pt. „Ryba po Naszemu”

 zdecydowałam się, aby razem z mężem wziąć w nich udział.  Podsumowaniem warsztatów był konkurs na najlepszą potrawę z ryby. Zgłosiłam moje Koło Emerytów. Zrobiliśmy roladki z pstrąga, kuleczki (też z tej ryby) i galaretki śmietankowo – rybne. Nasze potrawy znalazły uznanie w oczach a właściwie ustach jury i zajęliśmy 2 miejsce. W nagrodę dostaliśmy komplet noży, czajnik bezprzewodowy i zestaw innych drobiazgów do kuchni.

Zdolności kulinarne wykorzystuje też Pani przy prowadzeniu gospodarstwa agroturystycznego?

Tak. Obecnie zajmuję się agroturystyką. Posiadam 10 miejsc noclegowych. Zawsze lubiłam kontakt z ludźmi, zwłaszcza teraz, gdy po śmierci męża zostałam sama. Przyjeżdżają do mnie bardzo ciekawe osoby. Niedawno gościłam np. znaną pastelistkę z Warszawy, artystę ceramika. Kontakt z ludźmi pomaga mi żyć.

Z czego jest Pani najbardziej dumna? 

Z bycia babcią; z tego że mogę pomagać innym, że zdrowie mi sprzyja, że jestem potrzebna.

Na przekór wszystkiemu jest Pani optymistką.

Zgadza się. Cieszę się z tego, co mam. Nikt nie mówił, że będzie lekko. Życie jest za krótkie, by się zamartwiać. Mimo że ostatnio spotkało mnie sporo nieszczęść, staram się żyć dniem dzisiejszym.

Życzę zatem, by ten optymizm nigdy Pani nie opuszczał. Dziękuję za rozmowę.