BLOG

Na ratunek potrzebującym – Beata Puzio.

Pani Beato, poznałyśmy się kilka lat temu w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie, gdzie wówczas Pani pracowała, a ja – jako liderka Szlachetnej Paczki – poszukiwałam osób potrzebujących wsparcia. Skąd wzięła się u Pani taka chęć pomagania innym?


Trudno odpowiedzieć na to pytanie, bo ta chęć, a nawet bardziej potrzeba pomagania towarzyszy mi odkąd pamiętam. Też pamiętam nasze pierwsze spotkanie, to był dość trudny dla mnie czas, mierzyłam się z brutalną rzeczywistością, której nie potrafiłam zaakceptować, no, ale to nie czas rozpamiętywanie. Była Pani wówczas tchnieniem nadziei, że nie jestem sama, a pomoc można nieść równie skutecznie „poza systemem”.
Kiedy narodził się pomysł studiowania Pracy socjalnej?
Pomysł zrodził się w czasie, gdy jako pedagog odbywałam staż w MOPR. W podniesieniu kwalifikacji upatrywałam większej możliwości niesienia wsparcia, a także dostępu do osób, które tej pomocy potrzebują. Poniekąd miałam rację i w pewnym stopniu cel osiągnęłam, choć po raz kolejny zweryfikowałam swoje idealistyczne plany i nastawienie z rzeczywistością, której nie potrafiłam zaakceptować.
Czym zajmowała się Pani w MOPR-ze?
Tak jak powiedziałam wcześniej, najpierw byłam pedagogiem i pracowałam z rodzinami, w których były dzieci. Wraz z koleżanką — przy współpracy tarnobrzeskich szkół — zorganizowałyśmy sporą akcję pod nazwą „Ołówkiem się podzielisz, dziecko rozweselisz”. Zebrałyśmy wówczas tak dużo przyborów szkolnych, że wiele potrzebujących rodzin, w których są dzieci, otrzymało piękne wyprawki. Następnie wróciłam do pracy jako pracownik socjalny.
Jak radziła sobie Pani z naprawdę trudnymi sytuacjami swoich podopiecznych? Czy można, a może trzeba, się na to uodpornić?
Bywało różnie, uodpornić się niestety nie potrafiłam, angażowałam się w realizację pomocy w każdy możliwy sposób, nawet pozasystemowy, jeśli zaspokojenie potrzeb wykraczało poza możliwości Ośrodka. Organizowałam transport do lekarza dla chorych, wyposażenie domu, szukałam sponsorów, którzy organizowali prezenty świąteczne dla dzieci z rodzin, z którymi pracowałam. Niektórym — dzięki wsparciu wielu osób — pomagam do dziś.

Zdj. z arch. pryw. p. Beaty


Skąd zatem wziął się pomysł zmiany pracy? Dlaczego właśnie nauczyciel?
Pomysł przyszedł odgórnie, to znaczy, po wielu trudnościach, jakim musiałam stawić czoła w Ośrodku, zostałam poinformowana, że moja umowa nie zostanie przedłużona. Zapewne byłabym tam do dziś, gdyby zależało to ode mnie. Dostałam szanse pracy w szkole, z której z radością skorzystałam, bo to nadal praca z ludźmi i możliwość niesienia wsparcia, co w pełni wykorzystałam.
Jest Pani jedną z osób, dzięki której w naszym mieście działa Centrum Psychologiczne. Proszę nam opowiedzieć coś więcej o tym pomyśle.
Tak, to cudowne miejsce, któremu oddałam całe swoje serce i podporządkowałam wszystko pod funkcjonowanie Poradni. Tworzymy Zespół Specjalistów w pełni zaangażowanych i oddanych naszym pacjentom, nie ma tu ludzi z „przypadku”. A wracając do pytania, to pomysł nie był mój. Dowiedziałam się, że Spółka Euro-Medica otwiera w Tarnobrzegu swoją Poradnie i wysłałam zgłoszenie. Bardzo chciałam pracować w niej jako terapeuta środowiskowy, co pozwoliłoby mi być znowu blisko tych, którzy potrzebują pomocy i wsparcia. Wysłałam swoje dokumenty, przedstawiłam kwalifikacje, doświadczenie, a w czasie rozmowy otrzymałam propozycję stanowiska Koordynatora. Oczywiście bałam się podjąć tego wyzwania, ale nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała.

Zdj. z arch. pryw. p. Beaty

Kto może skorzystać z porad specjalistów?
Świadczenia przeznaczone są dla dzieci oraz młodzieży do 21 r. ż. kształcącej się w szkołach ponadpodstawowych do ich ukończenia. Dzieci i młodzież mogą liczyć na pomoc specjalistów przyjmujących w naszych gabinetach w ramach porad psychologicznych oraz sesji psychoterapii. Udzielamy także wizyt środowiskowych.
Oprócz pracy zawodowej nadal angażuje się Pani w różnorakie akcje, mające na celu pomoc najbardziej potrzebującym. Wiem, że była Pani inicjatorką akcji „Zawieszony posiłek”, która była realizowana we współpracy ze Spółdzielnią Socjalną „Konar”.
Inicjatorem była Spółdzielnia Konar, ja — jak zawsze — byłam człowiekiem do „wykonania zadania”. Mam taki dar od Boga szybkiego planowania, a planów przekładania na działanie, kocham organizować różne przedsięwzięcia, jeśli tylko niosą one za sobą jakieś dobro, wsparcie, pomoc. Wszyscy chcielibyśmy doświadczać w życiu dobra i serdeczności, ale ono nie bierze się znikąd; ono bierze się z działania, z czynów, często niewielkich, bo wielu może wiele, często naprawdę minimalnym kosztem. Tak było i tym razem, zebrałam grupę cudownych ludzi, których serca biją też dla zupełnie obcych, ale potrzebujących wsparcia osób i to oni przede wszystkim niosą to dobro, ja jestem jego znikomą częścią.
Wiem również, że bliski jest Pani los samotnych matek i starszych, schorowanych ludzi. Co dla nich Pani organizuje?
Jeśli trafia do mnie informacja, że ktoś jest w potrzebie, publikuję ją na swoim Fb i zawsze przychodzą z otwartymi sercami i portfelami mieszkańcy naszego miasta. Tak było też w przypadku pana Mariana, który pilnie potrzebował lodówki. Zespół sklepu Media Expert pod dowództwem Jacka zebrał potrzebną kwotę, by tego zakupu dokonać. Pieniądze przekazał też ksiądz Krzysztof, którego poznałam, gdy służył w Parafii na Świętej Barbary, (od wielu lat już go tu nie ma, ale wsparł naszego mieszkańca w potrzebie). Uwaga skupia się na mnie, ale to wiele osób jest twórcą tych dobrych dzieł.
Pani własne dzieci również angażują się w akcje społeczne. Kwestia wychowania? Przykładu?
Hahaha, trzeba je o to zapytać. Według mnie mają to we krwi. Wrażliwość na drugiego człowieka to wartość, która towarzyszyła nam zawsze w życiu. Nasz dom był domem otwartym dla każdego, czym chata bogata. Przynosiły do domu od małego wszelkie bezdomne i porzucone zwierzaki, łącznie z gołębiami, wronami, wróblami i wszystkim, co wpadło w ręce, a wymagało pomocy.

Zdj. z arch. pryw. p. Beaty

Co uważa Pani za największy/najważniejszy sukces?
Mój sukces to moja rodzina, moje dzieci. Mądre, pracowite, uczciwe i co najważniejsze — wrażliwe na potrzeby innych. To znaczy, trochę sobie ten sukces przypisuję, ale tak naprawdę to ich sukces, uzewnętrzniły system wartości, który nie jest ani modny, ani popularny w tym świecie. Kolejny mój sukces to ten, że mój mąż nadal ze mną wytrzymuje, a to nie jest łatwe, bo bywam gościem w domu. Mnogość zajęć, spraw, obowiązków sprawia, że ciężko mi się czasami zatrzymać, a mąż to znosi z anielską cierpliwością.

Zdj. z arch. pryw. p. Beaty


Z czym najtrudniej sobie Pani radzi?
Najtrudniejszym dla mnie obszarem mojego życia jest zdrowie. Choruję już od 15 roku życia. Ból jest dla ogromnym ograniczeniem. Właściwie nie ma dnia bez bólu, kwestia tego, czy boli bardziej, czy mniej. Czasem się śmieję, że jestem bardzo szlachetnym człowiekiem, jeśli tylko ból naprawdę uszlachetnia.
Trudno też jest mi radzić sobie z bezdusznością i irracjonalnością tak zwanego systemu, który wydaje się często zupełnie odrealniony i nieludzki.
Jestem też zupełnie nieodporna na cierpienie dzieci, a one cierpią częściej i bardziej niż nam się wydaje. Żyją w świecie, którego często zupełnie nie rozumieją, są zagubione i zostawione same sobie.
Mówiąc to, mam na myśli zarówno skrajne cierpienie, jak w przypadku Kamilka, o którym mówiła cała Polska, jak i inne maltretowane dzieci, o których czasem słyszymy (a tych przypadków jest naprawdę dużo, pomimo  że żadna telewizja o tym nie mówi) i ta forma cierpienia pokonuje granice mojej odporności, czuję wówczas nieopisaną złość, wściekłość. Cierpiących dzieci nie brakuje wokół nas, nawet te pozornie zadowolone, noszą w sobie cierpienie; lęk, niepewność, zagubienie, samotność, niezrozumienie, odrzucenie…
Co Pani wówczas robi?
ZNIKAM. Biorę książkę, zamykam się i czytam.
Jak lubi Pani spędzać swój wolny czas?
Fajne pytanie, bo odpowiedź będzie krótka. Nie mam wolnego czasu, nie wiem, co to takiego jest.
Plany na przyszłość? Marzenia?
Mam marzenie, zostało zawarte w poprzednim pytaniu. Marzenie to: wolny czas.
A plany są niezmienne. Obecnie planuję ukończyć szkolenie psychoterapeutyczne, które trwa 4,5 roku, z czego rok mam za sobą. Każdy zjazd jest na wagę złota, kocham ten kurs jak żaden inny.
Kończę też studia z psychologii, jestem na ostatnim X semestrze. Obiecałam mężowi, że to ostatnie studia, jakie podjęłam, ale z jakiegoś powodu mi nie wierzy, ciekawe, czemu? Aaaa, może dlatego, że mówiłam tak, jak je zaczynałam, a rok temu rozpoczęłam całościowy 4,5-letni kurs psychoterapii i przy każdych kolejnych mówiłam to samo, ale tym razem mam zamiar dotrzymać słowa. NAPRAWDĘ.
Dziękuję za rozmowę. Życzę, by ten wolny czas znalazł się jak najszybciej.