BLOG

„Najważniejszy jest zawsze człowiek” – Małgorzata Makowska

mZ wykształcenia jest Pani biologiem i filologiem angielskim o specjalności nauczycielskiej i biznesowo-tłumaczeniowej. Skąd taka rozpiętość zainteresowań?

Kiedyś chciałam być lekarzem, bardziej zgodnie z sugestią nauczycieli niż własnym przekonaniem. Wszyscy mówili, że powinnam być w tym dobra, ponieważ autentycznie lubię  ludzi i mam w sobie wiele empatii. Przy tym mam dobrą pamięć i szybko się uczę, poszłam więc na medycynę do Krakowa. Po pół roku jednak zrezygnowałam – nie dałam rady psychicznie na zajęciach praktycznych w prosektorium i wówczas przeniosłam się na biologię. Dostrzegłam bowiem, że tam znajdę odpowiedzi na wiele pytań nurtujących mnie od dziecka, a  dotyczących człowieka, co zawsze interesowało mnie najbardziej.  Potem zrobiłam doktorat z nauk przyrodniczych w Lublinie. Jeśli chodzi zaś o zainteresowanie językiem angielskim, to może posłużę się anegdotką z mojego wczesnego dzieciństwa. Otóż kiedy byłam kilkuletnią dziewczynką, mój tata zauważył, że stałam przy telewizorze, i ignorując słowa lektora, powtarzam dialogi po angielsku, które były w tle. Widząc to zapisał mnie wówczas na lekcje prywatne do pewnej Angielki, mieszkającej wówczas w Polsce i tak się zaczęła moja fascynacja tym językiem i kulturą, która trwa do dzisiaj.

To jednak nie wszystko, ponieważ – oprócz tych dwóch kierunków – ukończyła Pani studia podyplomowe (Organizacja i zarządzanie oświatą) oraz wiele kursów kwalifikacyjnych i doskonalących, między nimi z coachingu, psychologii i neurofizjologii uzależnień. Po co to wszystko?

Rzeczywiście, ciągle szukam swoich odpowiedzi, chcę zrozumieć człowieka, jak funkcjonuje, a zwłaszcza jak poprawić jakość ludzkiego życia. Wynika to z mojej ogromnej ciekawości świata i próby zrozumienia istoty życia i drugiego człowieka. Ponadto te kursy mają dodatkowy bezcenny wymiar – uczą mnie pokory, że choć sporo wiem, to jest kropla w obliczu tego, czego nie wiem. Trzeba pogodzić się, że niemożliwe jest poznanie i zrozumienie wszystkiego, ale dziś rozumiem znaczenie słów: „Wiem, że nic nie wiem”. Ponadto spotkania z różnymi ludźmi, ze specjalistami i naukowcami mnie samej dodają skrzydeł i bardzo wzbogacają moje życie.

W ciągu ponad 20 lat pracy prowadziła Pani wiele zajęć ze studentami, uczy Pani angielskiego w liceum. Co jest dla Pani najpiękniejsze w pracy nauczyciela ?mał

Na pewno jest to bardzo specyficzny zawód, ale przede wszystkim to ogromna odpowiedzialność za kształtowanie drugiego człowieka. Najpiękniejsze są dla mnie momenty, gdy młody człowiek zaczyna myśleć, czyli gdy wiedza zaczyna „żyć”. Staram się przekazywać nie tylko tak zwaną szkolną wiedzę, ale i przede wszystkim życiową. Na lekcjach zawsze starałam się znaleźć czas, by przemycić informacje o życiu, pozwalające młodym ludziom zrozumieć własne potrzeby i dokonać dobrych życiowych wyborów. Zauważyłam – zresztą nie ja jedna – że problemem nasze czasów jest powszechny lęk przed ujawnianiem i okazywaniem emocji. Dlatego często na lekcjach wychowawczych odtwarzałam poruszające fragmenty filmów, które prowadziły do dyskusji, do zajęcia określonego stanowiska, które wyzwalały emocje, a nawet łzy. Często spotykałam się z uczniami także po lekcjach na zwykłych rozmowach przy kawie. W tym roku nastąpiły duże zmiany w moim życiu zawodowym – po wielu latach odchodzę z pracy w Hetmanie, co nie jest łatwe, ale na pewno nie rozstaję się z młodzieżą. Dostałam od nich mnóstwo dowodów sympatii i pamięci, były wzajemne łzy wzruszenia, a to najbardziej cieszy w zawodzie nauczyciela.

małgPracuje Pani również ze studentami – tymi młodszymi i całkiem starszymi, ponieważ prowadzi Pani również wykłady na Uniwersytecie Trzeciego Wieku.

Tak, w ciągu 21 lat pracy prowadziłam zajęcia na takich kierunkach jak: biologia, ogrodnictwo, kosmetologia i filologia angielska. Ponadto prowadzę wykłady dla seniorów na Uniwersytecie Trzeciego Wieku – zaczęłam 20 lat temu od Sandomierza, potem był Tarnobrzeg, Stalowa Wola, Mielec, Nowa Dęba, Radomyśl, Staszów, Łańcut, Rzeszów, Jarosław. Muszę powiedzieć, że największym cudem w tej pracy jest dla mnie fakt, nigdy nie składałam żadnej oferty. Wspaniali i pełni energii studenci złotego wieku polecają sobie wzajemnie moje wykłady, a zatem jest to efekt tak zwanej „reklamy szeptanej”. Moje wykłady dotyczą człowieka, próbuję przekazać własną instrukcję obsługi życia na podstawie wiedzy, obserwacji ludzi i własnego doświadczenia. Każdy wykład to dla mnie niezapomniane doznanie, a rozmowy po jego zakończeniu często są pełne zaangażowania i wzruszeń. Nie mówiąc, że dla mnie to jedno ze źródeł życiowej energii i radości.

Prowadzi Pani również wykłady warsztatowe w nauczaniu początkowym a nawet małgoprzedszkolu. To chyba dla równowagi ?

Tak. Różni ludzie mają różne perspektywy widzenia świata. To dla mnie bezcenne doświadczenie zobaczenia życia z różnych perspektyw. Do każdego spotkania muszę się inaczej przygotować, przemyśleć, mówić innym językiem, dostosowanym do odbiorcy, tak aby słuchacz w różnym wieku wyniósł coś ciekawego dla siebie z tych spotkań.

Napisała Pani kiedyś na swoim profilu na Facebooku po wykładzie na UTW: „Ja mówię a ludzie mnie słuchają”

Tak, bo to wciąż mnie zachwyca, że ludzie słuchają uważnie, czasem godzinę, czasem dwie i czuję tę mentalną interakcję między nami. Przyznam, że nie mam w zwyczaju pisać swoich wykładów. Oczywiście wcześniej je przemyślę, coś doczytam, ale mówię od serca to co myślę i czuję, często dziele się tym, czego sama doświadczyłam.  Patrzę i obserwuję, w którym momencie są bardziej zasłuchani, wówczas poszerzam dane zagadnienie. Czasem mówię do kilkuset osób i to jest piękne, że słuchają, a ja czuję się jakbym rozmawiała z jedną osobą.  Przyznam, że nie tylko lubię mówić do ludzi, ale również uwielbiam ich słuchać i obserwować. Wówczas uczę się o życiu najwięcej, bo drugi człowiek to najlepsze źródło „żywej” wiedzy.

Oprócz życia zawodowego udziela się Pani społecznie.

Tak i robię to z przyjemnością. Od dwóch lat jestem członkiem i tłumaczem wolontariuszem międzynarodowej organizacji naukowo- społecznej „Technology Entertainment, Design”, której przyświeca idea dzielenia się wiedzą i pomysłami z innymi ludźmi. Na stronie tej organizacji www.ted.com mam ponad 50 opublikowanych tłumaczeń sfilmowanych wystąpień z konferencji TED  z całego świata. Wystarczy wpisać na wyszukiwarce strony „Małgosia Makowska” i wyskoczy mój profil tłumacza i przetłumaczone przeze mnie filmy.

Jest Pani autorką wielu prac naukowych i popularnonaukowych, może czas na napisanie książki?

Muszę powiedzieć, że marzę o napisaniu książki, do czego zresztą usilnie zachęcają mnie przyjaciele i znajomi, a nade wszystko słuchacze moich wykładów. Na razie jednak nie mam na to zbyt wiele czasu, choć przyznam, że jest wiele obiecujących notatek i ciekawy pomysł na spisanie całości treści moich wykładów, tak by idea „samozarządzania” własnym życiem została utrwalona na papierze, a nie tylko była ulotnym słowem na sali wykładowej, choć mam nadzieję, że moje słowa zostają w głowach, a zwłaszcza w sercach ludzi.

maWspomniała Pani, że rok 2016 jest dla Pani czasem wielu zmian.

Rzeczywiście, ostatnio naprawdę dużo się dzieje w moim życiu. Niedawno zostałam wybrana rektorem PWSZ w Sandomierzu. Kiedy ogłaszano wyniki prowadziłam konferencję naukową na Zamku w Sandomierzu. Wśród moich kolegów z pracy i studentów, którzy zachęcali mnie do startowania w wyborach zapanowała niespodziewana dla mnie wielka radość, były kwiaty i życzenia pełne nadziei dla naszej stabilnie rozwijającej się uczelni z ulicy Schinzla w Sandomierzu. Jak powiedział mój znajomy brakowało jedynie fajerwerków. Do dziś dostaję gratulacje, podziękowania, nie jestem w stanie przeliczyć ogromnej ilości smsów, wiadomości na FB, maili, telefonów i bezpośrednich rozmów, które dla mnie są dowodem ogromnej ludzkiej życzliwości, a to daje siłę do życia. Utwierdza mnie też w przekonaniu, że dobrze zrobiłam, choć przyznam, że miałam wątpliwości. Tu znalazłam ogromne wsparcie moich kolegów z pracy, mojej rodziny, a zwłaszcza mojego partnera życiowego, który pomógł mi podjąć decyzję o starcie w wyborach. Kiedy zostałam wybrana, przypomniałem sobie, że moja dobra przyjaciółka składając mi życzenia noworoczne powiedziała,  że czuje, iż w tym roku w moim życiu będzie dużo zmian i że mam odwagę, by ich dokonać. Cieszy mnie bardzo posiadanie takich przyjaciół.

Czy w takim razie nie planuje Pani swojego życia, tylko czeka co ono  przyniesie?

Powiedziałabym, że i tak i nie. Ufam życiu, wiem, że zawsze daje mi to, czego w danej chwili najbardziej potrzebuję, nawet jeśli to niezbyt miłe rzeczy, to rozumiem je jako cenne lekcje.  Mam oczywiście plany na przyszłość, ale ściśle się ich nie trzymam. Życie nauczyło mnie, że pewne okoliczności są ode mnie niezależne i należy płynąć z prądem życia.  Tak było na przykład w przypadku mojego startu na rektora. Trzeba się dokładnie przyglądać życiu i sobie samemu, a przede wszystkim to wsłuchać we wszystko, co się wokół nas dzieje i co można zrobić, by innym ludziom było dzięki mnie lepiej. gdy się uda, jest wielka radość.

Czy jest Pani zadowolona ze swojego życia?

Tak, moje życie jest realizacją mojego przekonania, które miałam od dziecka. Zawsze chciałam wiele doświadczyć, poznać życie, ludzi. Poza tym zawsze chciałam ludzi uszczęśliwiać. Mój dziadek opowiadał, że jak byłam mała, to zrywałam kwiatki i rozdawałam mijanym ludziom. Dziś nie rozdaję kwiatów, ale staram się rozdawać uśmiechy i dobre słowa. Myślę, że bardzo dużo działań, które podejmują, zmierza właśnie do tego, by życie było troszkę lepsze, by docenić jego wartość i zrozumieć, że jest bezcennym darem.

W Pani życiu były też bardzo bolesne i trudne chwile.

Zgadzam się – trzykrotnie otarłam się o śmierć – raz leżałam po wypadku w śpiączce, gdy miałam uszkodzony kręgosłup, potem przeżyłam bardzo dramatyczny poród mojego jedynego syna i w końcu bardzo ciężkie zakażenie i wiele czasu w szpitalu. Obserwacja siebie w takich sytuacjach, pozwala zobaczyć życie w innym świetle i docenić je. Zawsze bowiem, w tych dramatycznych sytuacjach miałam pewność, że będę dalej żyła, że mam coś jeszcze do zrobienia. Każdego ranka, gdy się budzę się mówię: „Dziękuję ci Życie za kolejny dzień”.

Kto wywarł największy wpływ na Pani życie?

Wyszłam z rodziny ciepłej i pogodnej, pełnej miłości. Największy wpływ na mnie miał jednak mój dziadek, który dla mnie był swoistym guru życiowym. To on nauczył mnie cenić życie i lubić ludzi. I choć od kilkunastu lat nie żyje, to zawsze mam wrażenie, że jest ze mną.

Nie powieliła jednak Pani szczęśliwego życia swoich rodziców.

Jako młoda osoba, nie – wyszłam za mąż za kogoś, niedojrzałego, kto odchodzi w trudnej sytuacji, zostawiając mnie z małym dzieckiem. Rozwód, który przeżyłam był dla mnie bardzo trudnym doświadczeniu, dał mi jednak siłę, żeby iść naprzód, bo szybko nauczyłam się sama sobie radzić. Dodam, że przyniosło to do mojego życia ogromną wartość – doświadczenie bycia matką, Świadomie chciałam tak wychować mojego syna, aby miał spojrzenie na ten świat podobne do mojego. Sądzę, że mi się to się udało. Mój syn Wojtek to dziś wspaniały młody człowiek,  student informatyki i naprawdę mój dobry przyjaciel. A w moim życiu przyszedł czas na miłość dającą radość i szczęście.

Jak Pani radzi sobie w trudnych chwilach?

W trudnych sytuacjach przenoszę się w przyszłość. Nazywam to „teleportacją w dobry czas”. Myślę sobie, że za chwilę, za godziną za dzień… będzie dobrze. Jutro, może za pół godziny, a może za pół roku tego już nie będzie. W ogóle uważam, że nieodwracalna jest tylko śmierć; wszystko inne można zmienić, poprawić, odkręcić, przeprosić.

Jaki był najszczęśliwszy moment w Pani życiu?

Miałam trzy takie momenty w życiu, Zawodowo miało to miejsce, gdy wyszłam z obrony pracy magisterskiej po skończeniu filologii angielskiej. Był to moment, z którego cieszyłam się najbardziej z dokonania zawodowego. Wówczas to właśnie przeżyłam stan, który w psychologii nazywany jest „flow” czyli unoszenie się. Drugi taki moment nastąpił, gdy po raz pierwszy spojrzał na mnie mój dopiero co narodzony syn, a trzeci gdy spotkałam Piotra, mojego życiowego partnera i najlepszego przyjaciela. Znajomi mówią, że jesteśmy tą samą osobą w dwóch wersjach męskiej i damskiej. I to prawda. Zrozumiałam, że do takiej relacji trzeba dojrzeć i warto czekać nawet wiele lat, warto się na drugiego człowieka otworzyć i chcieć z siebie wiele dać. Wówczas przychodzi szczęście.

A co zrobiła Pani najbardziej szalonego?

W moim życiu bywały też głupsze, nierozsądne momenty, ale to też było potrzebne, bo wtedy przekonywałam się, że na przykład czegoś nie chcę robić. Najbardziej szalone momenty to chyba była jazda na torach rajdowych (gdy byłam studentką) oraz skok ze spadochronem z wieży. Skok był jednorazowy, ale pasja do aut pozostała na całe życie.

Z czego jest zatem Pani najbardziej dumna?

Z syna Wojtka i związku z Piotrem. Jeśli zaś chodzi o życie zawodowe to najbardziej cieszę się z tego, że przynosi mi ona ogromną radość. Że praca jest pasją, a nie obowiązkiem czy przymusem.  Cieszę się, że moje wykłady w jakiś sposób wpływają na ludzi; nie tak dawno po jednym z nich podszedł do mnie starszy człowiek i powiedział : „Szkoda, że tego nie wiedziałem wcześniej”. Takie chwile zdarzają się często i dają czysta radość.

A czego by Pani nigdy nie zrobiła?

Jak już wspomniałam – największą wartością jest dla mnie drugi człowiek, dlatego nie zrobiłabym świadomie niczego takiego, co skrzywdziłoby kogokolwiek. Tego jestem pewna.

Jakie ma Pani hobby?

Literatura, muzyka, filozofia, sztuka i motoryzacja.  Uwielbiam jeździć samochodem, a nade wszystko nie wyobrażam sobie życia bez muzyki. To ona otwiera świat doznań, który jest nie do opisania słowami.

Książka czy film?

jedno i drugie – bardzo trudno byłoby mi wybrać, tym bardziej, że istnieje wiele książek, które nie zostały zekranizowane i wiele urzekających filmów, które nie powstały na podstawie książek. A i książka i film to np. „Mistrz i Małgorzata”, „Władca Pierścieni” czy „Lalka”.

Jakie zatem ma Pani plany/ marzenia?

Od września obejmuję obowiązki rektora będę więc miała sporo pracy. Chciałabym rozpocząć habilitację, może znajdzie się czas na napisanie książki, o której wcześniej mówiłyśmy. Jako nastolatka pisałam wiersze i opowiadania, a ostatnio napisałam bajkę dla dzieci. Może przyjdzie czas wrócić do pisania. Chcę też kontynuować moje spotkania z ludźmi i dzielenie się wiedzą, rozmawianie i słuchanie. A marzenia… cóż. Jeśli są realne, szybko stają się planami, jeśli wydają mi się nierealne, zapominam o nich. Trzeba żyć tu i teraz, bo życie to działanie, a nie marzenia. Mój plan na zawsze, to jak najwięcej czasu z najbliższymi i najważniejszymi osobami w moim życiu. Życie najbardziej jest o ludziach.

 Życzę w takim razie, by wszystko układało się jak najlepiej, by zrealizowała Pani kolejne plany, spełniła marzenie. Dziękuję za rozmowę.