BLOG

Pasjonatka czytania i pisania, autorka kryminałów i nie tylko, wielbicielka kotów i dobrej kawy – Ewelina Miśkiewicz

Dzień dobry. Pani Ewelino, na Pani stronie można przeczytać, że największą Pani pasją jest czytanie
i recenzowanie książek. Czy zatem filologia polska ze specjalizacją krytyczno-literacką, której jest Pani absolwentką, była przesądzona?

(zdj. ze zbiorów prywatnych E. Miśkiewicz)

O ile czytanie zawsze było  moją pasją – czytam od dziecka, nie przypominam sobie, żebym od czytania zrobiła sobie jakąś wyjątkowo długą przerwę – o tyle recenzowanie i wybór kierunku studiów nie były tak od zawsze przesądzone. Lubiłam język polski, ale postanowiłam zdawać na filologię angielską, polska miała być jedynie zabezpieczeniem, na wypadek, gdybym nie dostała się na język angielski. No i tak się złożyło, że ostatecznie nie miałam wyboru, poszłam na filologię polską. Na początku była to specjalizacja nauczycielska, ale z każdym rokiem utwierdzałam się w przekonaniu, że nie chcę być nauczycielką, polonistyka tak, ale nie o tej specjalizacji. Byłam na czwartym roku, za rok na uniwersytecie miano utworzyć specjalizację krytyczno-literacką, którą można było wybrać właśnie na czwartym roku. Po pierwszym półroczu zrobiłam więc sobie przerwę, tylko dlatego, aby od jesieni znów zacząć czwarty rok, ale na specjalizacji, która bardziej była zgodna z moimi zainteresowaniami

Jakie książki najchętniej Pani czyta i recenzuje?

Mój gust czytelniczy zmienia się z biegiem lat. Kiedyś czytałam wyłącznie tak zwaną literaturę piękną, był okres kiedy czytałam tylko kryminały, ale obecnie staram się nie ograniczać pod tym względem.  Lubię więc od czasu do czasu przeczytać coś z literatury obyczajowej, reportażowej, lub jakiś thriller, najlepiej psychologiczny. Staram się być również na bieżąco z aktualnymi trendami literackimi, nawet jeśli nie uda mi się czegoś przeczytać – obecnie czytanie wszystkiego, co się wydaje, ze względu na ilość, jest praktycznie niemożliwe – to przynajmniej staram się wiedzieć o czym są książki, które zyskują popularność.  Uważam, że jeśli ktoś zajmuje się literaturą, tworzy ją czy w jakiś inny sposób jest z tym rynkiem związany, nie powinien ulegać uprzedzeniom gatunkowym, czasami bowiem jakiś gatunek, którego nie lubimy, może nas pozytywnie zaskoczyć.

Współpracowała Pani z Portalem Kryminalnym, Booklips i Literatkami. Czy ta współpraca trwa nadal?

Tę współpracę zakończyłam tuż przed tym, kiedy zaczęłam pisać swoją pierwszą książkę, czyli „Złą walutę”, z samym recenzowaniem jednak jeszcze wówczas się nie rozstałam, ponieważ wtedy zaczęłam prowadzić głównie blog Poczytajnia.  Pisanie książki zaczęło mi zajmować coraz więcej czasu, a recenzje dla wymienionych portali pisałam na określony termin, żeby nie mieć problemu z dotrzymywaniem terminów, po prostu zrezygnowałam. Blog dawał mi tę swobodę, że wciąż robiłam, to co lubiłam, ale sama decydowałam, kiedy publikuję daną recenzję.  Samą współpracę z portalami miło wspominam, bo wówczas miałam okazję przeczytać sporo kryminałów, poznać bliżej ten gatunek i na tamten moment byłam nim zachwycona, zwłaszcza możliwościami jakie stwarza, z jednej strony zagadka, ale również to co pomiędzy, nierzadko współczesna tematyka, wątki ważne i aktualne, palące problemy współczesne. Był bowiem moment, kiedy to literatura kryminalna przejęła funkcję komentarza do współczesności. Od kilku lat już tak bardzo nie śledzę rozwoju tego gatunku, ale gdy po raz pierwszy się z nim zetknęłam, to właśnie tym mnie oczarował najbardziej

Co było impulsem do tego, żeby zamienić się rolami i z krytyka literackiego stać się pisarzem?

Szczerze mówiąc teraz już tak bardzo nie potrafię sobie przypomnieć tego impulsu, najzwyczajniej w świecie postanowiłam spróbować napisać coś swojego, za to pamiętam, co spowodowało wybór tematyki. To był koniec roku 2015, w mediach społecznościowych wylała się ogromna fala nienawiści  wobec uchodźców. To mnie w pewien sposób przeraziło, słownictwo, brak empatii, brak rozsądku. Postanowiłam więc napisać książkę, w której to będzie jeden z wątków.  Pod tym względem to wciąż jest aktualna książka. Właściwe obecnie czasami bywa nawet gorzej, bo chyba już opatrzyła nam się ta nienawiść wobec innego rozumianego nie tylko jako uchodźca, opatrzyła do tego stopnia, że już nas nie dziwi, spowszedniała, a to raczej niczego dobrego nie wróży.

Swoją  przygodę z pisaniem zaczęła Pani od kryminałów, które wydawała Pani jeszcze jako Ewelina Dyda. Pierwszą pozycją była „Zła waluta”. Czy rzeczywiście uważa Pani, że wszystko da się kupić?

Przede wszystkim to powiedzenie, które lubi sobie powtarzać główny bohater powieści Jakub Rau, postarałam się o to, by miał swoje charakterystyczne powiedzenia, bo taki jest bohater klasycznego czarnego kryminału, wzorca według którego konstruowałam tę postać, jednocześnie trochę grając
z konwencją. Czy wszystko, czy każdego można kupić? Wydaje mi się, że byłoby to dużym uogólnieniem, ale to powiedzenie ma swój drugi człon: trzeba tylko znać odpowiednią walutę, co oznacza, że nie zawsze chodzi o pieniądze, czasami może być to szantaż, wykorzystywanie czyjegoś przywiązania. Są ludzie, którzy potrafią manipulować, odnajdywać czyjeś słabe punkty i wykorzystywać to do własnych celów, potrafią „kupować” innych. Myślę, że to powiedzenie bardzo mi się udało i pozostawia pole do interpretacji, której jako autorka nie chciałabym robić, bo to już jest rola czytelnika.

Akcja książki rozgrywa się w Tarnobrzegu. Skąd taki pomysł?

Przede wszystkim, jak  mówiłam o tym już wielokrotnie, to miasto, w którym aktualnie mieszkam, więc z tego względu jest mi najbliższe. To był naturalny i oczywisty wybór.  Poza tym jest to miasto średniej wielkości, z problemami nieco innymi niż duże aglomeracje, które dosyć często są obierane jako miejsce akcji powieści, uznałam więc, że warto napisać coś z akcją właśnie w takim mieście jak Tarnobrzeg. Tu też wzorowałam się na konwencji czarnego kryminału, i podobnie jak w przypadku głównego bohatera, chciałam trochę pograć z tą konwencją – nie miasto duże, lecz nieco mniejsze. Tak jak w czarnym kryminale Tarnobrzeg jest również odrębnym bohaterem, myślę, że udało mi się oddać klimat (od tej ciemniejszej strony) miasta, na pewno jest ono również przedstawione z topograficzną dokładnością, choć od czasu wydania książki przestrzeń miasta zdążyła się już nieco zmienić. W pewnym sensie jest to też więc ujęcie portretu miasta w określonym czasie, dokładnie w roku 2015.

Na premierze „Złej waluty” mówiła Pani o tym, że będzie cała seria kryminałów.

To prawda, bo takie miałam plany, trzecią część zaczęłam pisać, ale nie otrzymałam od wydawnictwa,
a właściwie od osoby, która pełniła pieczę redakcyjną nad serią, żadnej konkretnej odpowiedzi, więc musiałam sama zadecydować co dalej. Tamta współpraca pozostawiła pewien niesmak, nie mówię tu
o całym wydawnictwie, lecz właśnie o redakcji. Teraz wiem, mając doświadczenie pracy z innym wydawcą, że było to zupełnie nonszalanckie zachowanie, niedojrzałe, całkowicie odbiegające od standardów współpracy autor-redaktor. Tak więc pisanie książek i ich wydawanie nie zawsze ma tylko swoje blaski, jest mnóstwo cieni. Czasami trzeba przełknąć gorycz, zacisnąć zęby i nie pozwolić, aby rozczarowanie spowodowało rezygnację z marzeń. Trzeba zawsze robić swoje, co zamierzam wciąż czynić, pisać i robić wszystko, aby moje książki były wydawane oraz czytane.

Co spowodowało, że poszła Pani w kierunku obyczajówki?

Pierwszym katalizatorem z pewnością było zakończenie współpracy z wydawcą, który wydał moje dwa kryminały.  Poczułam, że jestem w punkcie wyjścia, wtedy wydawało mi się to niesprawiedliwe, ale ani przez chwilę nie pomyślałam, że mogłabym przestać pisać książki. Chodziłam, zastanawiałam się i po prostu pomyślałam, że spróbuję swoich sił z innym gatunkiem. Moje kryminały tak na dobrą sprawę miały w sobie dużo z obyczaju, musiałam jedynie to, co było w nich tłem w kolejnej książce wysunąć na plan pierwszy. Pomyślałam, że tym razem napiszę książkę o kobietach, swoją drogą nie miała to być seria, wydawca zaproponował mi jednak napisanie kolejnych tomów, a ja tylko z takiej propozycji się ucieszyłam i zasiadłam do pracy.

Gdzie szuka Pani inspiracji do swoich książek?

Przede wszystkim staram się dostrzegać to, co aktualnie jest najistotniejsze, oglądam filmy, czytam książki, często inspiruje mnie samo życie. Ale im więcej piszę, tym coraz trudniej jest mi sprecyzować, co tak naprawdę jest na pierwszym miejscu, bo pomysł czasami pojawia się nagle. Gdy w tym roku skończyłam pisać jedną książkę i zrobiłam sobie przerwę, bałam się, że już na nic nie wpadnę, albo miewałam takie okresy, że moje życie wydawało mi się wyjątkowo nudne, pozbawione głębszych emocji, które również mogłyby być zarzewiem pomysłu na nową książkę. Te obawy jednak zawsze okazują się płonne. Wystarczy bowiem, że trochę bardziej wyjdę do ludzi, zresetuję umysł, odpocznę i odpuszczę, a wówczas coś nowego zawsze mi do głowy przychodzi. Powiem po prostu tak: zainspirować może mnie wszystko.

Nad czym Pani pracuje obecnie?

Obecnie skończyłam pracę nad serią o przyjaciółkach, czwarty tom po nowym roku trafi do księgarń. Nowy rok, to również początek dla mnie nowych rzeczy jeśli chodzi o pisanie, na pewno wyjdzie jeszcze jedna książka, którą napisałam już jakiś czas temu. Sytuacja z dwiema powieściami, które również są już gotowe jeszcze się krystalizuje. Pracę nad zupełnie nową książką również zacznę od nowego roku – postanowiłam bowiem sobie, że co roku będę pisać dwie powieści, jak dotąd wywiązuję się z tego postanowienia. O czym to wszystko będzie? Myślę, że czytelnicy będą mieli okazję przekonać się o tym
w przyszłym roku.

Co jest dla Pani najtrudniejsze w pisaniu książek?

Im więcej piszę to najtrudniejszym momentem okazuje się przerwa między pisaniem. I nie chodzi  o to, że nie potrafię się wówczas zrelaksować, wręcz przeciwnie, po intensywnej pracy bardzo czekam na czas wolny. Choć czasami się go obawiam, przez kilkanaście tygodni pisania jestem czymś zajęta, a tu nagle okazuje się, że właściwie mogę nic nie robić, obawiam się spadku nastroju, dobrego samopoczucia, bo pisanie to też w pewnym sensie dla mnie jakaś terapia, jest mi z tym po prostu lżej żyć. Natomiast, jak powiedziałam wcześniej, pojawia się również obawa, że nie znajdę pomysłu na kolejną książkę. Na szczęście ten pomysł wcześniej czy później się pojawia. A teraz dodatkowo, tuż przed zbliżającą się przerwą, mam już pomysły na dwie kolejne książki, które zamierzam napisać w przyszłym roku. Więc tym razem przerwy się nie boję.

Prowadzi Pani blog na temat literatury (poczytajnia.wordpress.com). Jak znajduje Pani na to czas?

No właśnie nie znajduję. Od jakiegoś czasu już nie umieszczam na nim recenzji, co nie oznacza, że przestałam czytać. Wciąż pochłaniam mnóstwo książek, ale już ich nie recenzuję, czasami zdarza mi się coś krótko napisać o wrażeniach po lekturze na moim koncie na Lubimy Czytać. Choć i tego również nie robię regularnie. Regularnie natomiast staram się pisać książki. No i oczywiście regularnie prowadzę swoje media społecznościowe, instagrama oraz Facebooka, tam również zdarza mi się coś napisać o aktualnie czytanych książkach.

No właśnie, co Pani lubi robić w wolnym czasie?

Wolny czas lubię spędzać aktywnie, choć nie uprawiam żadnych sportów. Lubię natomiast długie spacery, latem pływanie. Ponadto czytam książki, oglądam filmy, spotykam się z ludźmi. Czasami wsiadam do pociągu i gdzieś jadę, to nie są odległe podróże, ale są w pewnym sensie odskocznią, a po pandemii jeszcze bardziej doceniam możliwość przemieszczania się. Lubię od czasu do czasu odwiedzić Lublin, Sandomierz czy Rzeszów. Ostatnio staram się również regularnie odwiedzać moje rodzinne strony czyli Zamość i Werbkowice, gdzie się wychowałam. Często jest też tak, że gdy jestem w okresie intensywnego pisania, zaniedbuję sprzątanie, więc gdy nadchodzi ta przerwa, o której już wspominałam, to lubię po prostu sprzątać, przeglądam szafy, wyrzucam rzeczy, które gdzieś tam się nagromadziły i już ich nie potrzebuję. Ale też nie jestem jakąś wyjątkową bałaganiarą, nie zagracam mieszkania, chodzi raczej
o ciągłe odkładanie na później odkurzania, umycia okien. W czasie wolnym wreszcie znajduję na to czas
i takie czynności, odmienne od siedzenia przy komputerze, sprawiają mi przyjemność.

A co Pani robi w trudnych chwilach, kiedy nie wszystko układa się tak, jak byśmy chcieli?

Na początek, jak zwykle w takich chwilach, pojawia się zwątpienie, zastanawiam się czy jest w ogóle sens robić pewne rzeczy, skoro nie przynoszą efektu. Bywa, że się irytuję, złoszczę, smucę. Myślę, że w trudnych chwilach i na takie emocje należy sobie dać czas i nie tłumić ich w sobie.  W ogóle czas jest bardzo ważny. Bywa, że przydarza się coś, co trzeba po prostu przeczekać, przeżyć. Z czasem znów coś zaczyna się układać, przynosić zadowolenie, efekty. Na pewno nie staram się niczego  robić na siłę, nie udawać, że już jest dobrze, skoro jest wciąż źle. Intuicyjnie szukam jakichś rozwiązań. Ale też bardzo pomaga mi pisanie
i cieszę się, że to jest coś, co mi przynosi ulgę nawet w najtrudniejszych chwilach. Po prostu gdy piszę, potrafię sobie wiele rzeczy w głowie ułożyć, przemyśleć, coś przepracować. To bardzo ważne, aby mieć coś takiego, jakąś odskocznię, przy której niepowodzenia trochę bledną.

Wiem, że lubi Pani zwierzęta. Jest Pani posiadaczką dwóch kotów i marzy Pani o psie. Do tego jest Pani wegetarianką. Skąd taka miłość do zwierząt?

Ja zawsze wychowywałam się w towarzystwie zwierząt. W moim domu rodzinnym był zarówno pies jak
i koty, wolnochodzące, pojawiały się i znikały, zawsze to przeżywałam, ale tak właśnie kiedyś wyglądało życie kotów na wsi. Miałam też chomiki. Były również zwierzęta hodowlane i jeszcze jako nastolatka po raz pierwszy postanowiłam zrezygnować z jedzenia mięsa. Pamiętam, że wtedy mi się to nie udało, bo mój wegetarianizm polegał wówczas na wykluczeniu z menu mięsa i nie zastąpieniu go niczym w zamian. Przeżyłam tak kilka dni, nie było wokół mnie wówczas nikogo, kto by mi nieco rozjaśnił ideę wegetarianizmu, nie miałam internetu, wszyscy, których znałam jedli mięso. Tak na dobrą sprawę przestałam je jeść w wieku dwudziestu trzech lat. Wystarczyło, że obejrzałam filmy z rzeźni i stwierdziłam, że nie chcę się przyczyniać do okrucieństwa tylko dlatego, bo mięso mi smakuje. To żaden argument. Nigdy nie żałowałam swojej decyzji, a teraz w dodatku jest znacznie łatwiej być wegetarianką czy weganką, ludzi to już tak nie dziwi, więcej jest bezmięsnych produktów w sklepach. No i ostatecznie to ma dobry wpływ na zdrowie, czyli rezygnacja z mięsa  ma same plusy.

Jest Pani smakoszką dobrej kawy, którą najchętniej wypija ….

Gdzie tylko się da! Ale nie wypijam jej dużo, zwykle jest to jeden kubek dziennie, albo w domu, albo 
w kawiarni, gdzie lubię chodzić. W domu zwykle towarzyszy mi książka i koty. Bardzo lubię takie chwile, nastrajają mnie pozytywnie na resztę dnia. W kilku miastach udało mi się również odnaleźć miejsca, gdzie zawsze chętnie wstępuję na kawę.

Z czego jest Pani najbardziej dumna?

Chyba z tego, że bez względu na wszystko nie przestaję pisać i starać się, aby moje książki były wydawane. To skutkuje tym, że mam już jakiś dorobek: dwa kryminały, trzy części serii o kobiecej przyjaźni, czwarta jest w przygotowaniu, kolejne książki będą wydawane. To napawa mnie dumą również
z tego powodu, że dochodzę do tego wszystkiego sama, oczywiście przy pomocy wydawnictw, które decydują się wydawać moje książki, jestem wdzięczna za wszystkie szanse, ale tak naprawdę w dużej mierze to ja się nie poddaję. Czasami bowiem osoby, od których oczekiwałabym wsparcia, go mi nie udzielają, a przecież wystarczy choćby miłe słowo, docenienie tego, co robię. Na szczęście jest wokół mnie również spore grono osób, które docenia rzeczy, jakie robię. Cieszę się również z każdego nowego czytelnika i czytelniczki, osób, które kupią moją książkę – bo przecież pisarka i pisarz zarabia wyłącznie na sprzedanych egzemplarzach – i przeczytają.  

Jednym z Pani marzeń jest zwiedzenie Nowego Jorku. Dlaczego akurat NY?

Właściwe to marzenie nie jest już aż tak aktualne. Ostatnio zwiedzam głównie najbliższe okolice, doceniam to, czego pozbawiła nas pandemia. Nowy Jork był marzeniem sprzed czasów pandemii, ona uświadomiła mi, że wyjazdy w odległe miejsca nie są wcale tak istotne, wokół, w najbliższym otoczeniu jest jeszcze również wiele do poznania i zwiedzenia. Natomiast sama fascynacja pojawiła się pod wpływem filmów i książek.

Życzę zatem, by spełniło się to marzenie, zresztą nie tylko to. Dziękuję za rozmowę.