BLOG

„Praca nauczyciela przedszkola jest jak … espresso…” – Karolina Turek

(zdjęcie z arch. p. Karoliny)

Dzień dobry

Pani Karolino — interesuje mnie, dlaczego swój zawód porównała Pani do słodkiego espresso?
Bo podnosi ciśnienie, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Zawód nauczyciela przedszkola napędza do życia, efekty dzieci cieszą niesamowicie. Kiedy osiągamy cel — tego uczucia nie da się do niczego porównać. Na przykład dzieci śpiewają piosenkę na całe gardło lub pięknie i odważnie recytują, wtedy czuję się jak po słodkim espresso. Gdy mam dobrą energię, one to czują i natychmiast się przytulają. To jest moment, w którym rodzi się więź pomiędzy nami. Podczas jednej z uroczystości, było tylu gości, że nie miałam miejsca, by podpowiadać kroki taneczne. Ćwiczyliśmy taniec, ale na występie dzieci czują się pewniej, gdy pomagam. Muzyka wystartowała, a ja stałam przerażona! Dzieci wzięły sprawy w swoje ręce i przepięknie zatańczyły cały układ. Rodzice oklaskami prosili o bis. Byłam wzruszona. Na swój sposób dzieci rozumieją, że pewne sytuacje są trudne i ważne dla ich pani. Podczas występów czy obserwowanych zajęć, mam okazję przekonać się, na jakim etapie jest nasza relacja. Staram się, aby w trudnych momentach mi zaufały.

Skąd pomysł na pracę z najmłodszymi dziećmi?

Myślę, że nauczanie mam zapisane w genach. Moja babcia była założycielką i Dyrektorem Technikum w Tarnobrzegu, uczyła też języka polskiego. Pamiętam również studentów, których przygotowywała do egzaminów, siedziałam razem z nimi i wpatrywałam się w babcię. A to, co zaważyło na decyzji o wyborze zawodu, to czas w życiu, kiedy dorastałam do różnych decyzji. Na ostatnim roku studiów natrafiłam na Szkołę Tańca w Krakowie, do której poszukiwano osób z zamiłowaniem do tańca i dzieci. Przez parę lat odwiedzałam przedszkola oraz klasy początkowe i realizowałam program ST. Podglądałam pracę nauczycieli, dużo z nimi rozmawiałam, miałam okazję stać się częścią tego środowiska. Już wtedy podobało mi się nauczanie, postępy najmłodszych motywowały, byłam pod wrażeniem ich spontaniczności, odwagi, wytrwałości. Chciałam, aby w moim przyszłym zawodowym życiu obecne były dzieci.

Jak wygląda taka praca? Co jest w niej najtrudniejsze?

Odpowiem trochę na skróty: najtrudniejszy jest dzisiejszy świat, w którym dorastają dzieci. Trudne jest sprostanie wymaganiom rodziców. Niełatwo jest pracować, nie będąc docenianym. Przykre jest to, że przedszkola traktowane są jak przechowalnie, a czas pracy nauczycieli nie jest szanowany. Jeśli bank otwarty jest do godziny 17-ej, to znaczy, że o 17.05 już nic w nim nie załatwimy. Jednak gdy przedszkole czynne jest do 17-ej, niektórzy rodzice odbierają dzieci nawet o 17.30, bez słowa przepraszam. My też mamy swoje rodziny, nasze prywatne dzieci za nami tęsknią. Bolesny jest dla mnie brak zaufania opinii społecznej do naszych kompetencji, wiedzy i praktyki. A mamy wykształcenie, cenne doświadczenie i wiedzę, po którą sięgamy same. Dzisiejsze przedszkole oferuje dziecku naprawdę dużo, ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego wciąż dźwigamy bagaż niesłusznych opinii, że „przedszkolanki tylko się z dziećmi bawią, piją kawę i poza tym niewiele robią”. To bardzo krzywdząca opinia. Dla dziecka i jego rodziny robimy bardzo wiele. Wystarczy nam zaufać.

(zdjęcie z arch. p. Karoliny)

Co zatem sprawia najwięcej radości?

Mijający rok przyniósł mi mnóstwo wyjątkowej radości. Postaram się odpowiedzieć krótko, chociaż mogłabym na ten temat napisać książkę 🙂 Ze względu na braki kadrowe w przedszkolu, prowadziłam grupę samodzielnie. W tradycyjnym systemie pracy jedną grupę prowadzi dwóch nauczycieli, jeden pracuje do południa, drugi po południu. To było ogromne wyzwanie, nagle ze wszystkimi obowiązkami zostałam sama. Do tego zwiększona liczba godzin, a z tyłu głowy ogromna odpowiedzialność i jedna myśl: przecież to sześciolatki i przygotowanie do klasy pierwszej! Współpraca i kontakt z Rodzicami przerosły moje oczekiwania; mocno mnie wspierali, dużo rozmawialiśmy indywidualnie, dzięki czemu lepiej się poznaliśmy. Otrzymałam duże wzmocnienie w postaci ich uznania i ciepłych słów. Z dziećmi zbudowałam silną relację. Odważyłam się zorganizować zajęcia pokazowe, które polegają na tym, że rodzice obserwują, w jaki sposób uczymy się na zajęciach. To bardzo stresujące. Jednak doskonale znałam moich wychowanków, wzajemnie sobie ufaliśmy. Dzieci zachowywały się cudownie, a na końcu jedna z dziewczynek zapytała: „dlaczego tak krótko?” 🙂 Pracowaliśmy półtorej godziny! Dzieci są szczere i spontaniczne. I to kocham w nich najbardziej. One wystawiają ocenę nauczycielowi. Nie Dyrektor, nie Wizytacje z Kuratorium Oświaty, nie inni nauczyciele, ale dzieci. Tak uważam.
Myślę, że to bardzo ważne, ab na swojej zawodowej drodze nie pominąć takiego momentu, w którym mamy odwagę unieść skrzydła i polecieć wyżej niż dotychczas. Dla mnie miniony rok był przełomowy pod różnymi względami, oczywiście były chwile, kiedy się potykałam. Jednak dzięki tym doświadczeniom czuję się dojrzalsza i daję sobie większe prawo do niepowodzeń.

Jest Pani nauczycielką przedszkola, a nie przedszkolanką. Większość z nas nie widzi różnicy w nazewnictwie. Czy mogłaby Pani nam zatem coś o tym powiedzieć?

Zdecydowanie wolimy być nazywane nauczycielkami przedszkola. Bo faktycznie nimi jesteśmy. Niewielu ludzi wie, że nauczyciele w przedszkolach pracują na podstawie tej samej Karty Nauczyciela co nauczyciele szkolni. Aby pracować w zawodzie, musimy mieć studia wyższe, wielu uczących ma dodatkowe studia podyplomowe, spora grupa to profesjonaliści po specjalistycznych dobrych kursach. Do tego ustawicznie się szkolimy, pniemy po stopniach awansu zawodowego. Przedszkolak to chłopiec, a przedszkolanka to dziewczynka uczęszczająca do przedszkola. Niestety niełatwo jest zmienić formę, która na stałe zakorzeniła się w opinii społecznej: „Przedszkolanka to opiekunka, która ma fajną pracę”. Owszem, fajną, ale niezwykle wymagającą.

 Jak zmieniła się zatem rola pań przedszkolanek?
Jak przez mgłę pamiętam przedszkole z dzieciństwa. Wiem, że nie lubiłam spać na leżaku i plac zabaw, który uwielbiałam. Dzisiaj nie ma przymusu spania, maluszki odpoczywają na nowoczesnych leżaczkach, wsłuchujemy się w potrzeby dzieci. Nie oznacza to jednak, że tego nie było dawniej, przedszkole od zawsze uczyło wartości i samodzielności. Myślę, że dzisiaj mamy większe możliwości, aby rozwijać talenty i zainteresowania dzieci. Bogactwo pomocy dydaktycznych jak specjalistyczny sprzęt np. do pracy z dziećmi z trudnościami, narzędzia multimedialne, świetne książki, pozwalają na naukę w atrakcyjny sposób. Nauczyciele organizują się i żywo wymieniają pomysłami na portalach społecznościowych, ustawicznie się szkolą, bo nie ma jednej drogi do każdego dziecka. Dzisiejszy dyrektor — jeśli jest uważny — potrafi pełnić funkcję coacha, dostrzega potencjał swoich pracowników i stwarza im warunki, aby mogli się rozwijać. A satysfakcja z rozwoju – zaraża dzieci, to najlepszy kierunek w edukacji. Taka jest Pani Dyrektor mojego obecnego przedszkola, już na początku dostałam przestrzeń do działania i realizowania swoich pomysłów. Dla mnie, osoby z tak dużą wrażliwością to było niezmiernie istotne. Powinnyśmy przychodzić do dzieci z dobrym nastawieniem. Stres oddamy dzieciom, a one odpłacą się jeszcze boleśniej. Nauczyciele doświadczają tego, niestety, bo nie wszystkie placówki są takie same…

(zdjęcie z arch. p. Karoliny)

Jest to zawód zdominowany przez kobiety, ale wiem, że trafiają do niego również mężczyźni. Co Pani o tym sądzi?

Bardzo pozytywnie oceniam zaangażowanie mężczyzn. Podczas jednego z moich szkoleń spotkałam dwóch nauczycieli, którzy chętnie podejmowali tematy bliskie kobietom. Ich przemyślenia i propozycje rozwiązań stawały się pomostem do twórczych dyskusji. Dzieci zupełnie inaczej reagują na męski głos, są zaciekawione, łatwiej je zdyscyplinować. Moje wnioski wysuwam z obserwacji panów od zajęć dodatkowych. Pamiętam, jak raz zapytałam prowadzącego w naszym przedszkolu zajęcia judo, jak on to robi, że powie raz, a dzieci ustawiają się natychmiast, bez słowa. Odpowiedział: musi sobie pani kupić kimono i ważyć parę kilogramów więcej 🙂

A jak reagują na to dzieci? Czy widza jakąś różnicę, czy też jest im wszystko jedno?

Za panami od zajęć dodatkowych, dzieci przepadały! Wciąż dopytywały, kiedy przyjdą, cieszyły się i biegły na powitanie 🙂 Myślę, że mężczyzna przypomina im trochę tatę, a przy tacie można bardziej poszaleć, podjąć sportowe wyzwania, sprawdzić się. Poza tym on jest mniej zachowawczy i przez to motywuje zwłaszcza chłopaków do sięgania po więcej. Jestem pewna, że potrafi być też świetnym przyjacielem dzieci.

Oprócz pracy zawodowej prowadzi Pani też różne szkolenia z tym związane. Jak pracuje się Pani z dorosłymi? To totalny przeskok.

I stres.  Ten jednak szybko mija, gdy zaczynamy działać warsztatowo. Lepiej czuję się, gdy mam do dyspozycji dywan i przestrzeń. Lubię, kiedy uczestnicy mogą zmienić miejsca, wstać i poruszać się. Takie działania rozładowują początkowe napięcie, pomagają w koncentracji, porządkują myśli i integrują. To jest potrzebne, bo zauważyłam, że niekiedy dziewczyny same są skrepowane wzajemną obecnością. Na każdym szkoleniu staram się dać im możliwie najwięcej wsparcia, doceniam wysiłek i popieram wybory, jakich dokonują. Zasługują na dużo więcej. Dorośli są różni, ale ich ocena jest dla mnie o wiele bardziej przewidywalna niż ocena dzieci. Jednak nie o ocenę w tym chodzi. Mnie zależy, aby po takim spotkaniu coś w nich drgnęło, zawołało, aby zadbały o siebie, dały sobie prawo do bycia zwyczajnymi. Bardzo długo i starannie przygotowuję się na spotkania z nauczycielami, zależy mi, aby wyszli naładowani dobrą energią i gotowi na małe zmiany, tj. na pracę w zgodzie ze sobą, korzystanie z własnych zasobów. Wiele dziewczyn je ma, ale w pospiesznym dążeniu do celu, pomija je. Uwielbiam te spotkania, niezwykle mnie inspirują 🙂

To jeszcze nie koniec Pani aktywności. Wiem, że pisze Pani też książki, w których dzieli się swoją wiedzą i spostrzeżeniami dotyczącymi pracy w przedszkolu. O ile dobrze pamiętam, ukazało się ich już 4.

Pięć! Zacznijmy jednak od początku. Pierwsza książka „Niekończąca się historia…” dedykowana jest rodzicom, którzy po raz pierwszy posyłają swoje dziecko do przedszkola. To adaptacja w pigułce, rady mamy i praktyka w jednym. Równolegle do niej powstała książeczka adaptacyjna „Wkrótce będę przedszkolakiem”, skierowana do dzieci przygotowujących się do pójścia do przedszkola. Dzieci krok po kroku zwiedzają przedszkole na stronach książki. Kolejne trzy publikacje poświęcone są już nauczycielom, lecz nie tylko, fabuła dotyka emocji ważnych dla nas wszystkich. Głęboko wierzę, że każdy w książce odnajdzie cząstkę siebie lub własną historię. Wspaniale byłoby, gdyby książki trafiły w ręce rodziców, mogliby się przekonać, że „stoimy po tej samej stronie, co oni”… Książki pisałam też z myślą o studentach kierunku pedagogika przedszkolna i wczesnoszkolna, którzy kończą studia wyposażeni głównie w wiedzę teoretyczną, a życie zawodowe zaskakuje ich nie zawsze pozytywnie. Moim marzeniem jest, aby czytano je w czasie studiów jako lekturę i uzupełnienie całościowego przygotowania do zawodu. Niedawno rozpoczęłam nową współpracę z miesięcznikiem, którego odbiorcami są Dyrektorzy przedszkoli. Jestem niezmiernie podekscytowana tym nowym przedsięwzięciem. Ukazują się już artykuły mojego autorstwa, kolejny jest w drodze. Dla mnie to duże wyzwanie, bo pisanie dla Kadry kierowniczej ma już swoją specyfikę i charakter, pozwala zmierzyć się ze światem edukacji z zupełnie innej perspektywy niż do tej pory.


Jedna z nich nosi tytuł „Pomiędzy pasją a zagubieniem”. Co uważa Pani za swoją pasję i skąd to … zagubienie?

Pasja to w jednej trzeciej potencjał. Potem miłość i ciężka praca. Tak definiuję swoją pasję do pisania. Pisanie jest dla mnie formą ucieczki, terapii, łagodności. Uwielbiam literackie wyzwania, czuję się wtedy spełniona i dobra dla siebie. Bo czuję, że sama od siebie oczekuję tej realizacji. Moja książka opowiada o niełatwej relacji kobiety z zawodem wychowawcy przedszkola. W tle Izabela jest zwyczajną kobietą, kochaną i kochającą, mocno stąpającą po ziemi, ale w środku delikatną i kruchą. Zagubienie jest wpisane w nasz zawód. Pojawia się nieproszone, puka do drzwi i każe zostać w domu i płakać w poduszkę. Coś jednak pcha nas do przodu i mimo trudności, już o 7.00 rano tańczymy z dziećmi na dywanie 🙂 Zagubienie to moment, w którym uświadamiam sobie, że wszystkie moje sposoby zawiodły, że nie ma recepty na daną sytuację dziecka, zostajemy z problemem, a wszystkie działania to tylko „uderzanie głową w mur”. I nagle nie wiadomo skąd, pojawia się światełko. I obchodzimy ten mur razem z dzieckiem. To światełko to intuicja. Uważam, że bez niej – nie ma co szukać pracy w tym zawodzie.

Wspomnianą książkę kończy Pani słowami, które nieodłącznie kojarzą mi się ze Scarlett, bohaterką powieścią M. Mitchell „Przeminęło z wiatrem: „Jutro o tym pomyślę”. Co zatem spotka Izabelę jutro?

Tak, sporo osób mówiło mi, że te słowa kojarzą im się ze Scarlett! Napisałam je w nocy, przejmując wszystkie emocje, jakich doświadczyła Iza na ostatnich stronach książki. Chciałam, aby jej szczęście trwało, a decyzję, o którą poprosiło ją życie, zostawiła na jutro. Bo „jutro” ma w sobie moc sprawczą i tajemnicę, może przynieść coś dobrego, ale może też rozczarować. Jestem zdania, że warto na nie czekać z ciekawością, nadzieją i apetytem na życie. Idąc spać wraz ze wschodem słońca, miałam już pomysł na kolejną część. To był niezwykły okres w moim życiu! Moja bohaterka musiała pójść w dalszą literacką drogę i tak powstała druga część „Kobieta. Pomiędzy Tobą a mną”. Jutro Iza spotka kobietę, która w piękny i subtelny sposób zmieni jej widzenie świata. To wzruszająca i czuła powieść.

Ciekawa jestem, ile wspólnego ma z Panią bohaterka Pani książek?

Osoby, które mnie znają, twierdzą, że sytuacje i miejsca w książce są bardzo zbliżone do faktów z mojego życia. Jednak ja nie utożsamiam się z bohaterką. Z drugiej strony to chyba nieuniknione, aby autor, kreując bohatera, nie tchnął w niego swoich emocji, przeżyć, nie opisywał świata takim, jakim go sam widzi. To dzieje się podświadomie, tak sądzę. Moja bohaterka jest kobietą złożoną z doświadczeń, jakimi dzieliły się ze mną dziewczyny podczas konferencji i szkoleń, które do mnie pisały. Słyszałam wiele poruszających historii… Przeżycia nauczycieli sprawiły, że chciałam je opisać, zapragnęłam, aby świat dowiedział się o naszej niełatwej drodze, w którą zabieramy dzieci z całym bagażem ich emocji i nawyków, jakie wynoszą z domu. Iza jest splotem zatrzymanych w pamięci momentów, które miały dla mnie znaczenie. Jest też wyrazem wdzięczności, bo dziewczyny podzieliły się ze mną tym, co czują, opisały mi swoje wybory dla mnie ważne i fascynujące. Nauczyłam się, że trzeba być bardzo uważnym, bo nigdy nie wiesz, kiedy „ktoś otworzy przed Tobą swoje niebo” – to cytat z mojej książki.

(zdjęcie z arch. p. Karoliny)

Co może zdarzyć się między szóstą a siedemnastą?

O! Bardzo dużo. Może się rozbić kolano i popłyną łzy. Może się coś udać albo rozburzyć. Każdy dzień spędzony w przedszkolu to fantastyczna lekcja o życiu. Dzieci uczą się w każdej minucie. Urzeka mnie, gdy w swoim tempie osiągają sukcesy, zdobywają nowe umiejętności. Nawet najdrobniejsza rzecz potrafi zamienić się w sukces. Trzeba nauczyć się je dostrzegać, tego uczę rodziców. Nie ma potrzeby czekać, aż maluch policzy do tysiąca. Ugryzione jabłko czy udana wieża z klocków to też duże osiągnięcia. O tym piszę w swoich książkach adaptacyjnych, o tym mówię na zebraniach.

Czy myślała Pani o rezygnacji z pracy?

Tak… to dla mnie trudny temat. Pomimo sukcesów, tę myśl mam gdzieś pod skórą. Trochę uwiera. Jestem osobą bardzo wrażliwą, na jednym z wykładów, przyznałam, że moja „wrażliwość chodzi w za dużych butach” 🙂 Wszystkie sytuacje mocno przeżywam, a niełatwo jest pracować z duszą wypełnioną po brzegi emocjami. Wiele widzę, jeszcze więcej słyszę, a najwięcej doświadczam. Obok dzisiejszej mody, stylu na wychowywanie dzieci nie potrafię przejść obojętnie. Pogodzenie się z tym, czego staję się świadkiem w swojej pracy, nie jest takie proste. To trudne pytanie, przejdźmy do kolejnego…

Pani Karolino – pomiędzy pracą w przedszkolu, szkoleniami i pisaniem książek, znajduje jeszcze Pani czas na prowadzenie bloga …


Od bloga zaczęła się moja przygoda z Wydawnictwem dla nauczycieli przedszkola. Wpisy to krótkie odcinki z życia wzięte, prawdziwe i wzruszające. Miały na celu wspierać, motywować nauczycieli i razem z bohaterami poszukiwać rozwiązań. Piszę w czasie przeszłym, ponieważ nowe teksty już się nie pojawiają, a dotychczasowe zostały zebrane w publikację „Fragmenty z życia. Pomiędzy szóstą a siedemnastą”. To w niej napisałam: „Nikt nie mówi o nas głośno”. Ja mówię.

A jaka prywatnie jest Karolina Turek?

Skromna i wrażliwa. Kocha góry i długie wędrowanie z plecakiem. Uwielbia malinowe goździki i stokrotki. Cieszy się z drobnostek, nie potrzebuje dużo, aby czuć się szczęśliwą. Lubi swój dom, a najbardziej, kiedy są w nim wszyscy razem. Zakochana w swoich dzieciach, Mai i Arturku.

(zdjęcie z arch. p. Karoliny)


Jak sobie Pani radzi w trudnych chwilach?

Dzwonię do mamy! Moją mamę uważam za wspaniałą kobietę, która w pięć minut potrafi zmienić mój nastrój. Jest osobą niebywale cierpliwą, empatyczną i ciepłą. Posiada życiową mądrość, myślę, że to swego rodzaju dar. Często „przegadujemy” trudne tematy. Decyzje i tak podejmuję sama, ale rozmowa pomaga mi uspokoić emocje. Jestem mojej mamie bardzo wdzięczna za to, że zawsze znajduje dla mnie czas. Nie wiem, jak ona to robi, ale jestem pewna, że, nawet gdyby była na Marsie, odebrałaby ode mnie telefon! A kiedy jest naprawdę ciężko, to… sprzątam. Lubię to robić, porządki mnie absorbują, to taki osobisty transfer — w ten sposób przenoszę smutki i złość na przykład do kuchni. Nie tłukę talerzy :), stale układam i przekładam w szafkach. Pomaga!

(zdjęcie z arch. p. Karoliny)

Z czego jest Pani najbardziej dumna?

Ze swoich dzieci i naszego domu. Córeczka to urodzona artystka i znakomita uczennica, jej pasje i zdolności zachwycają nie tylko mnie, lecz zaskakują również nauczycieli. I w tych dążeniach do realizacji marzeń jest wyjątkowa konsekwentna. Z uznaniem patrzę na synka, który powoli odkrywa swoje możliwości i chłonie wszystko, co go otacza. Rok temu zdecydowaliśmy się na kupno domu. Pokochałam go, gdy po raz pierwszy zobaczyłam to miejsce. Był taki, jak sobie wymarzyłam! W domu wiele zrobiliśmy sami, nadaliśmy mu nasz charakter. Mój mąż to „złota rączka”, mam to szczęście, że ma zacięcie do przeróżnych prac. Teraz zmiany cieszą i napawają dumą.

Plany, marzenia na przyszłość…

Nauczyłam się nie planować. Wiele razy życie za mnie napisało scenariusz. Wywiadu z Tobą też nie planowałam, a spotkał mnie wielki zaszczyt! Planów więc nie mam, ale za to mam trzy życzenia: Prywatnie…niech nic się nie zmienia, niech dom nadal pachnie kruchym ciastem, a kwiaty zakwitają w ogrodzie. Zawodowo chciałabym sprawdzić się w nowej roli, przed którą postawiło mnie życie, jednak na razie nie mogę nic więcej powiedzieć. Trzecie życzenie to uwierzyć w siebie. Wciąż jeszcze się tego uczę.

Oczywiście życzę, by wszystko się spełniło. Dziękuję za rozmowę.