BLOG

Robić książki – Joanna Ardelli

  Pani Joanno, jak to się stało, że została Pani grafikiem komputerowym? Przyznaję, że nie jest to zawód, który sobie wymarzyłam. Kiedyś chciałam studiować prawo, ale niestety nie udało mi się dostać za pierwszym razem. Zaczęłam pracę w firmie komputerowej i zajmowałam się sprzedażą komputerów. Zapoznałam się tam z grafiką komputerową. Dziś myślę, że tak miało być. Bardzo lubię swój zawód, zwłaszcza moment, kiedy biorę do ręki zaprojektowaną przez siebie książkę. Czasem zastanawiam się jednak, jakby potoczyły się moje losy, gdybym została prawnikiem.

Na początku były jednak książki…

Tak, na początku były książki, a właściwie czytanie książek. Obydwie z siostrą czytałyśmy mnóstwo. Miałyśmy tak wiele książek, że musiałyśmy wyrzucić z pokoju telewizor, żeby je pomieścić. Czytałyśmy bardzo długo; wielokrotnie tato krzyczał, żebysmy w końcu zgasiły światło i poszły spać.

Czytanie książek przełożyło się potem na miłość do ich składania?

I tak, i nie. Jak już wspomniałam, po maturze przeprowadziłam się do Warszawy i tam  rozpoczęłam pracę w firmach graficznych. Zaczęło się jednak nie od książek, ale od gazet.

Co było powodem Pani zainteresowania się składaniem książek?

dy pracowałam w firmie komputerowej, nie było jeszcze zbyt dużego zainteresowania komputerami, zaczęłam więc dużo czytać książek z branży komputerowej. Wtedy też stawiałam pierwsze kroki w programach komputerowych. Na początku na sucho z książką w ręku.

Czyli jest Pani samoukiem?

Tak, jestem samoukiem. Po jakimś czasie zrobiłam jednak w Warszawie Studium Poligraficzne o specjalności redakcja techniczna. Stwierdziłam bowiem, że powinnam uporządkować swoją wiedzę, żeby mieć kontrolę nad tym, co robię.

Co Pani sądzi o wyglądzie, oprawie współczesnych książek?

ważam, że są bardzo duże braki. Często tworzą je osoby, które niewiele wiedzą o podstawowych zasadach ich składania, nie znają głównych składników książki, przez co powstaje coś książkopodobnego. Na przykład bez  stopki redakcyjnej, spisu treści itp.

Na co w takim razie należy zwracać uwagę?

Na przykład na spójność okładki ze środkiem książki. Nie może być tak, że okładka jest bardzo nowoczesna, a w środku tradycyjne łamanie, lub odwrotnie.

Co to jest makieta?

Makieta to jakby podstawa strony, jej schemat; rodzaj i wielkość czcionki, jaką składane są tytuły, śródtytuły i tekst; szerokość marginesów, numeracja stron…

Czasem zdarza się, że jakąś książkę źle nam się czyta i często nie umiemy odpowiedzieć dlaczego…

To właśnie wynika ze złego składu. Na przykład mamy za mało światła na stronach, rozstrzelone litery, zbyt małą czcionkę, złe odległości wierszy i tym podobne.

Co Pani sądzi o dzisiejszej modzie wydawanie książek 700- czy 800-stronicowych? Dla mnie jako czytelnika jest to zupełnie niepraktyczne.

Rzeczywiście taka książka nie nadaje się na przykład do torebki, niewygodnie też czyta się ją w autobusie, tramwaju, pociągu. Wynika to jednak z oszczędności – nie trzeba np. płacić za podwójną oprawę, która jest naprawdę droga.

A co z książkami dla dzieci?

Książki dla dzieci powinny być szczególnie starannie wydawane. Muszą mieć, oprócz ciekawej treści, kolorowe, ładne ilustracje, elementy wypukłe, czcionka powinna być większa. Książka powinna czymś przyciągnąć nasze pociechy, bo inaczej nie wygra konkurencji z tabletem, komputerem czy telefonem. I dzieci nie będą chciały czytać…

Pani pierwsze poważne zlecenie …

Moją bardzo poważną pozycją wydawniczą była Księga dziesięciolecia Polski Niepodległej wydana przez wydawnictwo pani Małgorzaty Niezabitowskiej. Odpowiadałam za opracowanie makiety, zdjęcia. Potem były kolejne książki. Zdarzało mi się robić książki w języku angielskim czy niemieckim.

Co Pani najbardziej lubi w swojej pracy?

Uporządkowanie – to podoba mi się najbardziej. Lubię, by wszystko było poukładane, złożone w słupeczki. Kiedyś śmiałam się, że mogłabym być księgową.

Czy możliwe jest jeszcze stworzenie jakiejś nowatorskiej makiety książki?

Oczywiście, że tak! Choć pewne elementy na pewno będą stałe. Tu muszę powiedzieć, że łatwiej będzie to zrobić grafikowy po ASP, który to zaprojektuje. Ja jestem grafikiem komputerowym, a więc takim jakby technicznym.

Pracowała Pani również przy składzie gazet. Czy jest to inna praca?

Zdecydowanie. Zależy też, czy są to tygodniki, meisęczniki czy kwartalniki. W tygodnikach na przykład mamy dużą stronę, na której musimy umieścić wiele artykułów, zdjęć, ogłoszeń, poukładać jak klocki, a to czasem bywa skomplikowane

Ogłoszenia, foldery, reklamy, ulotki. Czy tym się też Pani zajmuje?

Tak, nie sprawia mi to jednak dużej satysfakcji. Robię to, bo przecież muszę z czegoś żyć (śmiech)

Jakie to uczucie, gdy bierze Pani do ręki zaprojektowana przez siebie książkę?. Rozpiera Panią duma czy wręcz przeciwnie, mówi Pani: „O kurczę, tu mogłam zrobić inaczej”?

Przyznaję, że zaczynam od tego drugiego, czyli najpierw szukam błędów. Potem jednak przychodzi czas, gdy myślę: To moje dzieło.

Z czego zatem jest Pani dumna?

W życiu prywatnym z dwóch powodów – z mojej córki, z tego, że mogę obserwować jak rośnie, jak się rozwija; a po drugie z tego, że sama sobie radzę, że potrafię wyjść z najtrudniejszej sytuacji.

W życiu zawodowym z tego, że będąc dziewczyną z niewielkiego miasta, udało mi się coś osiągnąć w wielkim mieście, że pracowałam w wielu dużych wydawnictwach.

Co zrobiła Pani w swoim życu najbardziej szalonego?

Myślę, że był to spontaniczny wyjazd do Hiszpanii. W pewnym momencie stwierdziłam bowiem, że potrzebuję lekkiej odmiany i wyjechałam z kraju. Wybrałam Hiszpanię, ponieważ tam był mój kuzyn. Początkowo sprzątałam, ale wiedziałam, że chcę pracować w swoim zawodzie i dopięłam swego. Szlifowałam swój hiszpański na wieczorowych kursach i udało się – zaczęłam pracę w studio graficznym, a potem w lokalnym dwutygodniku. To rzadkość, by cudzoziemiec tworzył gazetę w obcym dla siebie języku. Nie odpuszczajmy zatem. Wyjeżdżajmy za granicę, ale nie rezygnujmy z pracy w swoim zawodzie. Skoro mnie się udało, to znaczy, że jest to możliwe.

Co Pani robi, gdy przychodzą trudne momenty?

Pomagają mi ksiażki, które pozwalają mi się wyciszyć, zrelaksować przenieść do innego świata.  Bardzo lubię też spacery z moją córką.

Życzę, by tych trudnych chwil było jednak jak najmniej. Dziękuję za rozmowę.