BLOG

Schliemann odkrył starożytną Troję a co odkrywa tarnobrzeska pani archeolog ? Magdalena Sudoł-Procyk

Jak to się stało, że została Pani archeologiem?

Kończąc klasę maturalną Liceum Ogólnokształcącego w Tarnobrzegu (profil humanistyczny), nie miałam jeszcze konkretnego planu zawodowego, a przecież musiałam podjąć decyzję, co dalej ze sobą począć. Wypisałam na kartce wszystkie zawody, które przyszły mi do głowy i rozpoczęłam od krytycznego spojrzenia na nie – tj. gdzie siebie absolutnie nie widzę. Wiedziałam, że nie wchodzi w grę typowa praca za biurkiem czy  monotonne, powtarzalne czynności, ale co dokładnie chciałabym robić pozostawało pod znakiem zapytania. Na drodze eliminacji pozostała archeologia – i okazało się, że był to strzał w dziesiątkę! Nie ukrywam, że w całym procesie bycia w tym miejscu gdzie jestem teraz, oprócz przypadku i szczęścia, konieczna była ciężka i systematyczna praca.

Co trzeba zrobić, jeśli marzy się o byciu archeologiem?

Należy przede wszystkim zapoznać się z ofertą kierowaną dla kandydatów na archeologów na poszczególnych Uniwersytetach i dokonać wyboru, gdzie pokierować dalsze kroki. Każda Uczelnia ma swoją specyfikę, a dalej – kierunek Archeologia – różne specjalizacje (od szczegółowych po ogólne). Czasami człowiek od razu wie, czy chce badać średniowieczne zamki, osady zatopione pod wodą, czy najstarsze formy aktywności człowieka, a czasami jego dalsze plany nie są do końca sprecyzowane, tak więc dobór odpowiedniej specjalizacji jest bardzo ważny.

Aktualne zasady rekrutacji na poszczególnych uczelniach zawsze dostępne są na stronach www. Można także dopytać o wszelkie detale telefonicznie, mailowo lub osobiście na miejscu. W chwili obecnej nie ma już egzaminu wstępnego (tak jak to było wtedy, kiedy ja zdawałam na studia). Teraz trzeba wybrać odpowiednie przedmioty na maturze i ją dobrze zdać 😉

Prowadzenie dokumentacji na otwartym stanowisku w Kleszczowej (Jura Krakowsko-Częstochowska) (fot. M. Malak)

Na czym polega praca archeologa?

Praca archeologa jest zjawiskiem bardzo złożonym, niejednokrotnie łączącym doświadczenia wielu dyscyplin naukowych, tak humanistycznych jak i ścisłych.

Archeolog bada wszelkie ślady związane z działalnością człowieka w przeszłości. Te ślady są bardzo różne i aby je odkryć i przebadać konieczne są prace terenowe. Takie badania prowadzi się na tzw. wykopaliskach, gdzie sporządza się szczegółową dokumentację opisową i graficzną. Wykopane źródła przewozi się do instytucji i laboratoriów, gdzie poddawane są dalszym analizom. W tych pracach konieczna jest duża skrupulatność, systematyczność i cierpliwość, ponieważ czasami trzeba opisywać tysiące elementów.

Praca w ramach wykopalisk stacjonarnych różni się między sobą, ponieważ same stanowiska mają różną specyfikę (np. stanowiska na polach, w miastach, jaskiniowe, podwodne). Poza tym te stacjonarne badania różnią się trochę od prac prowadzonych w ramach inwestycji, np. badań na trasach planowanych autostrad czy rurociągów. W takich badaniach nadrzędnym kryterium jest ratowanie źródeł, tak więc sama praca terenowa jest szybciej prowadzona, a przez to siłą rzeczy mniej dokładna.

Jaskinia Maurycego (fot. M. Krajcarz)

 Co jest najtrudniejsze w pracy archeologa?

Wydaje mi się, że łączenie pasji z życiem prywatnym. Jest to praca, której (aby odnieść sukces) trzeba się poświęcić. Wiąże się z ciągłymi wyjazdami, nie tylko terenowymi podczas wykopalisk lub na konferencje, ale także do innych instytucji krajowych i zagranicznych, gdzie są zgromadzone źródła archeologiczne, np. w celu studiów porównawczych. Archeolog musi nieustannie się kształcić i zdobywać wiedzę, aby móc właściwie określać badane przedmioty. No, a w tzw. międzyczasie musi opracować materiał pozyskany w trakcie wykopalisk. Dlatego też moim zdaniem bardzo ważne jest wsparcie i zrozumienie ze strony najbliższych, które czasami gdy jest ciężko, potrafi dodać skrzydeł.

 Jakie jest Pani największe odkrycie?

Każde odkrycie niezmiernie cieszy. Brałam udział w pracach na różnych stanowiskach w kraju i za granicą, i na każdym odkrywane były nieco inne, ale niezwykle fascynujące rzeczy. Na pewno nigdy nie zapomnę koncentracji wyrobów krzemiennych w towarzystwie ogromnych palenisk i skupisk wielkich kości mamutów w lessowych osadach koło miejscowości Halicz na Ukrainie. Jednak do najbardziej wyjątkowych dla mnie z pewnością będą wyroby krzemienne czy inne pozostałości pobytu człowieka neandertalskiego (np. paleniska) w Jaskini Biśnik. Jest to unikatowe stanowisko z okresu paleolitu środkowego na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej, z poziomami kulturowymi datowanymi od 300 do 40 tys. lat temu. Badania jaskini kierowane przez prof. Krzysztofa Cyrka, prowadzone są od początku lat 90-tych XX wieku. Ja miałam to szczęście, że już od pierwszego roku studiów (od 1999 roku), uczestniczyłam w badaniach tego stanowiska w ramach praktyk i czynnie biorę w nich udział do dnia dzisiejszego.

Co sprawia zatem największą radość?

Byłam przy odkryciu wielu wyrobów: kamiennych, kościanych, metalowych czy ceramicznych i nie ukrywam, że możliwość trzymania (często jako pierwsza) przedmiotu kamiennego, który stworzył i porzucił w tym miejscu człowiek kilkadziesiąt lub kilkaset tysięcy lat temu, jest uczuciem trudnym do opisania. Z pewnością dającym dużą radość, ale także wprawiającym w zadumę nad przemijaniem i tym co po sobie pozostawimy, co będzie miało szansę przetrwać. Oby to nie były wyłącznie plastikowe czy szklane butelki …

Podczas prac dokumentacyjnych w Jaskini Perspektywicznej (Jura Krakowsko-Częstochowska) (fot. M. Krajcarz)

 Podstawowe narzędzie pracy archeologa lądowego to łopata, czy nadal tak jest?

To wszystko zależy od specyfiki stanowiska. Jeżeli poziom kulturowy znajduje się na pewnej głębokości pod powierzchnią terenu i dzieli nas od niego jałowy archeologicznie osad, wówczas rzeczywiście korzysta się z łopat (a czasami wręcz z koparek czy spychaczy). Sam poziom kulturowy, czyli osad w którym znajdują się zabytki, powinien być bardzo dokładnie eksplorowany przy użyciu małych łopatek i gracek, a i tymi należy bardzo ostrożnie manewrować, ponieważ metal przy zetknięciu z kamieniem, kością czy ceramiką łatwo może wyszczerbić krawędź lub wręcz zniszczyć zabytek. W chwili obecnej, na rynku dostępne są łopatki z tworzyw sztucznych i te wydają się być najbardziej bezpieczne. Przy drobiazgowych pracach wykorzystuje się ponadto małe szpatułki, dłutka i pędzle.

Jak wygląda przygotowanie do badań archeologicznych?

Prace terenowe dzielą się na powierzchniowe i sondażowe, tj. skoncentrowanych na poszukiwaniu stanowisk archeologicznych oraz na systematyczne badania stacjonarne stanowisk już ujawnionych.

Badania sondażowe na otwartym stanowisku w Kleszczowej (Jura Krakowsko-Częstochowska) (fot. M. Sudoł-Procyk)

Jeżeli zaczynamy pracę w nowym jeszcze nie badanym rejonie, należy bardzo dokładnie zapoznać się z jego specyfiką. Trzeba przeprowadzić dokładną kwerendę, sprawdzić czy w okolicy znane są już jakieś stanowiska, jeśli tak to z jakiego są okresu oraz jakie są przesłanki, żeby szukać nowych zabytków w tym regionie. Nieco inaczej jest ze stanowiskami, które są badane od kilku sezonów, ponieważ badacz posiada już pewną wyjściową wiedzę i może skupić się na eksploracji osadów podczas badań terenowych.

W każdym przypadku niezbędne jest uzyskanie pozwolenia na badania od Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Do tego konieczne jest m.in. pozwolenie na badania od właściciela gruntu, oświadczenie o posiadaniu środków na badania oraz posiadanie min. 12 miesięcznego doświadczenia w pracy w terenie. Po uzyskaniu takiego pozwolenia można przystąpić do prac związanych z wyjazdem, skupionych na przygotowaniu i skompletowaniu map, planów, dotychczasowej dokumentacji stanowiska oraz całego sprzętu niezbędnego do kopania i materiałów biurowych niezbędnych do prowadzenia dokumentacji.

Bardzo ważną kwestią jest wybór i przygotowanie bazy w terenie. Jest to miejsce, które powinno być zlokalizowane blisko stanowiska, aby móc sprawnie przemieszczać się na nie. W związku z tym, że koncentrują się tam wszelkie czynności pozawykopowe grupy ludzi uczestniczących w badaniach, powinna mieć odpowiednie zaplecze tj. kuchnię, aby móc przygotowywać pożywienie, łazienkę, sale, gdzie można udać się na odpoczynek, no i przede wszystkim miejsce wyposażone w stoły, gdzie możliwe jest przeprowadzenie wszelkich prac gabinetowych.

Jak wygląda sam przebieg wykopalisk? Skąd wiadomo, gdzie zacząć badania archeologiczne?

Często stanowiska archeologiczne są odkrywane przypadkowo. Dobrym przykładem są pola uprawne, gdzie dzięki głębokiej orce na powierzchnię wydobywane są wyroby człowieka, np. monety, ceramika czy wyroby krzemienne.

Bardzo pomocna przy poszukiwaniu stanowisk jest archeologia lotnicza. Może ona zresztą być wykorzystywana zarówno w celu poszukiwania nieznanych dotąd stanowisk archeologicznych, jak i do dokumentowania i lepszego poznania obiektów już znanych. Wynika to z faktu, że obserwacja z góry pozwala zauważyć drobne nawet i niezauważalne przy obserwacji z powierzchni ziemi zjawiska, takie jak zróżnicowanie morfologii terenu, czy odmienność roślinności porastającej stanowiska archeologiczne.

Jaskinia Wierna (fot. H. Hubert)

Jeszcze inaczej wygląda szukanie stanowisk archeologicznych w jaskiniach, gdzie na powierzchni niezwykle rzadko w sposób naturalny mają szansę znaleźć się zabytki. Jeżeli już je znajdujemy to przeważnie są one wykopane przez zwierzęta. Paradoksalnie, im trudniej stanowisko znaleźć – tym lepiej dla niego, ponieważ ma ono szansę przetrwać w stanie nienaruszonym nawet wiele tysięcy lat. Aby określić w jaskini czy mogło to być miejsce pobytu człowieka w przeszłości, przeważnie konieczne jest kopanie niewielkich wykopów sondażowych.

Wykopaliska przebiegają według założonego schematu, dostosowanego do specyfiki badań. Pracuje się w dni robocze, przeważnie 8 godzin (z przerwami). Zasady metodyki badań terenowych są dokładnie określone i bardzo podobne dla różnych typów stanowisk. Chodzi o to, aby jak najdokładniej, eksplorując kolejne kilkucentymetrowe warstwy mechaniczne, zadokumentować (wszelkimi możliwymi metodami) to co człowiek po sobie pozostawił.

Musimy sobie zdawać sprawę, że praca archeologa jest pracą tak naprawdę niszczącą. Osad raz przekopany, przestaje istnieć, pozbawiając tym samym możliwości weryfikacji tego miejsca przez kolejne pokolenia badaczy. Dlatego tak ważne jest, aby zawsze pozostawić część stanowiska nieprzekopanym, a eksplorację przeprowadzać niezwykle skrupulatnie i rzetelnie.

Podczas badań w Jaskini Biśnik (Jura Krakowsko-Częstochowska) (fot. E. Jurzysta)

Gdzie obecnie prowadzi Pani badania archeologiczne?

W chwili obecnej prowadzę badania w środkowej części Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. Są one skoncentrowane wokół projektu finansowanego przez Narodowe Centrum Nauki, którego celem jest określenie, czy pod koniec ostatniego zlodowacenia i na początku holocenu przebywały na tym obszarze społeczności łowiecko-zbierackie, a jeśli tak to jakie? Badania te nie polegają wyłącznie na kopaniu stanowisk (choć jest to bardzo ważny etap prac), ale także na prospekcji terenowej i kartowaniu złóż surowców krzemionkowych, w celu określenia, gdzie surowiec był dostępny i czy był przydatny do produkcji narzędzi w pradziejach.

Rodzinnie z mężem na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej (fot. A. Sułek)

Jak na Pani pasję reaguje rodzina i znajomi?

Nie ma co ukrywać, że praca archeologa wymaga dostosowania się do niej wszystkich domowników. Wyjazdy w teren łączą się albo z długimi okresami rozłąki, albo chwilową przeprowadzką wszystkich do kwatery w terenie (przeważnie bazy). Przyzwyczailiśmy się do takiego stanu rzeczy, choć nie ukrywam, że wymaga to dużej dawki dobrej woli i wyrozumiałości wszystkich domowników. Choćby dlatego, że wykopaliska odbywają się zazwyczaj latem, więc trudno wyjechać w tym czasie na wakacje (choć wielu ludziom się wydaje, że praca archeologa to ciągłe wakacje). Tak naprawdę to ciężka i odpowiedzialna praca – dlatego wsparcie rodziny jest bardzo ważne i ja to wsparcie mam!

Czy ma Pani jakieś wymarzone miejsce, na terenie którego chciałaby Pani przeprowadzić badania archeologiczne?

Kiedyś myślałam, że to jest Afryka – kolebka naszej cywilizacji. Teraz podchodzę do tego troszkę z dystansem. Każde stanowisko niesie ze sobą emocje – nigdy nie możemy być pewni i przewidzieć, co przyniesie nam kolejny eksplorowany metr. Często jest tak, że potencjalnie nieciekawe miejsca kryją prawdziwe skarby i odwrotnie – tam, gdzie spodziewamy się bardzo bogatych poziomów kulturowych, znajdujemy osady całkowicie jałowe archeologicznie.

Z mamą na rozdaniu dyplomów (fot. W. Sudoł)

Proszę nam opowiedzieć o swoich dokonaniach naukowych.

Prawdę mówiąc bardzo nie lubię mówić o sobie – trochę mnie to krępuje. Na moje dokonania naukowe  składa się wiele aspektów.

W 2003 roku ukończyłam studia w Instytucie Archeologii UMK w Toruniu, broniąc pracę magisterską pt.: „Wieloaspektowa analiza asymetrycznych form tylcowych z Jaskini Biśnik”, pod kierunkiem prof. Krzysztofa Cyrka. Podjęte w tymże roku studia doktoranckie, przerwałam w grudniu 2004 r., podejmując zatrudnienie w Instytucie Archeologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, gdzie pracuję do chwili obecnej. W 2013 roku uzyskałam tytuł doktora nauk humanistycznych w zakresie archeologii. Praca doktorska pt.: „Kultura mikocka na ziemiach polskich” także napisana została pod kierunkiem prof. K. Cyrka.

Na przełomie tych lat uczestniczyłam lub kierowałam badaniami na kilku stanowiskach w kraju i za granicą, m.in. w Haliczu na Ukrainie, w Schronisku Puklinova na Morawskim Krasie w Czechach oraz w licznych jaskiniach i schroniskach Wyżyny Częstochowskiej, z czego najważniejszymi są bez wątpienia Jaskinia Biśnik i Jaskinia Perspektywiczna. Uczestniczyłam lub kierowałam ponadto kilkunastoma projektami badawczymi w ramach Grantów KBN, NCN czy wewnętrznych UMK. To wszystko znalazło swój wyraz w ponad 50 artykułach lub streszczeniach pokonferencyjnych.

W ramach staży i stypendiów naukowych, miałam ponadto możliwość zdobywać wiedzę i podnosić kwalifikację zawodowe min. w Królewskim Muzeum Historii i Sztuki w Brukseli czy też w Morawskim Muzeum Ziemi w Brnie (Ustav „Anthropos”).

Jakie jest Pani motto życiowe?/

Bardzo bliska jest mi sentencja Williama Ockhama, która w oryginale brzmi Pluralitas non est ponenda sine neccesitate. (łac.). Od początku swojej pracy zawodowej jej wydruk miałam przyczepiony nad biurkiem. W zawodzie archeologa bardzo ważnym jest, aby nie ulec emocjom, zachowując dystans i krytyczne podejście do badanej rzeczywistości. Ze wszelką cenę należy się starać, aby „Bytów nie mnożyć, fikcyj nie tworzyć, (a) fakty tłumaczyć jak najprościej”.

Rodzinnie z synkiem Olgierdem (fot. A. Białecka)

Z czego jest Pani najbardziej dumna?

Prawdę mówiąc w chwili obecnej najbardziej dumna jestem z mojego rocznego synka, a łączenie pracy zawodowej i wychowawczej to nie lada sukces 😉

Największe szaleństwo w Pani życiu to …

Mam kilka „szalonych” czynów na sumieniu i chyba wszystkie związane są z wyprawami do jaskiń. Największą przygodę przeżyłam dołączając do grupy speleologów z Morawskiego Krasu w Czechach. Tamtejsze jaskinie zaliczają się do największych systemów w tej części Europy. Zejście bez asekuracji do ponad stumetrowej, pionowej jaskini o nazwie Nova Dratenicka, z licznymi przepaściami i płynącą podziemną rzeką, sprawiło, że przez chwilę obklejona od stóp do głów jaskiniową gliną, mogłam w pełni poczuć specyfikę tego podziemnego, niezwykle pięknego, ale bardzo niebezpiecznego świata.

Marzenia/plany na przyszłość?

Uwielbiam podróżować – poznawać miejsca jeszcze mi nieznane i dokumentować je za pomocą zdjęć. Obecnie trochę brakuje mi czasu, ale w przyszłości zamierzam odwiedzać je tak często jak to tylko będzie możliwe. Bardzo lubię dzikie plenery i malownicze pejzaże.