BLOG

Tanecznym krokiem przez życie – Małgorzata Chmielowiec

Od kiedy fascynuje się Pani tańcem? Czy pamięta Pani, jak to się zaczęło?

Tak jak chyba w większości przypadków, również i moja przygoda z tańcem zaczęła się już od dziecka. Moja mama chciała, żebym wszystkiego spróbowała, żebym wiedziała o wielu rzeczach, bym potem mogła wybrać to, co mnie najbardziej interesuje. To właśnie on zapisała mnie na pierwsze zajęcia taneczne. Potocznie mówi się, że taniec to choroba zaraźliwa i chyba tak jest rzeczywiście, bo ja złapałam bakcyla. Najpierw traktowałam taniec jako swoje hobby, potem tańczyłam w zespole „Mali Siarkopolanie”, następnie ukończyłam odpowiednie szkoły i od wieli, wielu lat, jestem instruktorem tańca i prowadzę własna szkołę.

Która nazywa się TanGo … Czyżby ten taniec był Pani najbliższy?

Nie, nie mam ulubionego tańca,, jeżeli jednak musiałabym coś wybrać, to pewnie wskazałabym na tańce latynoamerykańskie. Wracając jednak do nazwy szkoły, to jest ona troszkę myląca. Nie wiem, czy zauważyła Pani, że G w wyrazie tango pisane jest dużą literą. Otóż tango to skrót od dwóch słów – taniec i Gosia (zdrobnione moje imię – Małgorzata). Nazwę szkoły wymyśliła jedna z uczestniczek kursu tańca.

Skąd pomysł na własną szkołę tańca?logo

Zaraz po studiach pracowałam w Domu Kultury w Sandomierzu, potem w Spółdzielni Mieszkaniowej i ówczesnym Wojewódzkim Domu Kultury Tarnobrzegu, aż w końcu przyszedł taki moment, że byłam gotowa na założenie własnej szkoły. Złożyło się na to wiele czynników – myślę, że tak miało być.

Dla kogo przeznaczona jest ta szkoła?

Oferta skierowana jest do osób dorosłych. Po pierwsze, zawsze marzyłam, by dać możliwość nauczenia się tańca ludziom, którzy z różnych powodów nie zrobili tego wcześniej, po drugie zawsze marzyłam, by uczyć dorosłych a po trzecie – Tarnobrzeg jest małym miastem, w którym funkcjonują już szkoły tańca dla dzieci, więc wchodzenie z ofertą kolejnej szkoły po prostu mijało się z celem.

Uważa Pani zatem, że w wieku dorosłym można nauczyć się tańczyć?

Oczywiście, że tak! Do mojej szkoły przychodzą osoby, które już odchowały dzieci, mają teraz więcej czasu i chcą spełnić swoje marzenia. Często są to osoby w wieku emerytalnym, które przychodzą, bo chcą się poruszać, zmienić towarzystwo, porozmawiać …

No właśnie. Co daje taniec?IMG_0022

Przede wszystkim wielką, wielką przyjemność., Można spotkać ciekawych ludzi, porozmawiać na różne tematy – niekoniecznie o dzieciach i pracy. Ponadto taniec rozwija bardzo dużą liczbę mięśni; jest to inny rodzaj ruchu niż np. praca na działce. Poza tym taniec to czysta przyjemność, pozytywna energia i większa sprawność fizyczna, a to w dzisiejszym świecie jest bardzo, bardzo ważne. Chciałabym tu podkreślić, że tańczyć można również z różnego typu schorzeniami.

Czy na kursy, które Pani prowadzi można się zapisać indywidualnie czy tylko parami?

Można indywidualnie i parami – jak komu pasuje.

Czy prowadzi Pani też indywidualne lekcje?

Tak; przeznaczone są one dla osób, które z rożnych względów nie mogą uczestniczyć w nazwijmy to normalnym kursie. Najczęściej są to np. pary tuż przed ślubem, ale również małżeństwa i indywidualne osoby.

Organizuje Pani również andrzejki, bale karnawałowe …

Tak, uczestnicy kursu tańca, spotykają się nie tylko na tzw. lekcjach. Swoje umiejętności mogą zaprezentować na wymienionych wcześniej spotkaniach.

Oprócz kursów tańca, prowadzi też Pani zajęcia gimnastyczne. Proszę coś więcej o tym powiedzieć.

Zajęcia, które prowadzę to głównie joga, pilates i stretching oraz tzw. Ladies Latino, czyli taniec dla kobiet Staram się tak dobierać ćwiczenia, by pracowało całe ciało. Każdy może pracować we własnym tempie.  Duży nacisk kładę na ćwiczenia wzmacniające kręgosłup. Pamiętajmy, ze musimy o siebie dbać, ciała nie wystarczy tylko nakremować. Poza tym prowadzę Klub Miłośników Tańca.

Czy oprócz tańca ma Pan i jeszcze jakieś hobby?

Tak, lubię wszelkie robótki ręczne. Mogę nawet powiedzieć, że kiedyś myślałam o szkole plastycznej, do której ostatecznie nie poszłam. Miłość do robótek jednak została. I tu znów musze wspomnieć o mojej mamie, bo to właśnie ona kiedyś pięknie wyszywała, haftowała i to ona właśnie zaczepiła we mnie miłość do takich robótek. Lubię szydełkować, wyszywać, haftować, robić na drutach, wyrabiać biżuterię. To mnie uspokaja. Im trudniejsze zadanie, tym chętniej je podejmuję.

W ogóle lubię tak zwany czynny wypoczynek – nie wyobrażam sobie np. leżenia na plaży.

Co uważa Pani za swój największy sukces?

Trudne pytanie. Jeżeli sukcesem można nazwać coś, co sprawia mi przyjemność to na pewno cieszy mnie, że osoby, które uczą się tańczyć  łapią bakcyla i potem zachęcają do tańca innych. Ponadto kiedyś, kiedy prowadziłam jeszcze kursy dla młodzieży, kilkoro z moich uczniów dostało się do szkół tanecznych bez zdawania egzaminu praktycznego- wystarczyło, że powiedzieli, kto ich uczył tańca.

No i jeszcze jedno – kiedy słyszę, jak ktoś mówi, że taniec sprawia mu przyjemność.

Czego, by Pani nigdy nie zrobiła?

Jest takie powiedzenie – „Nigdy nie mów nigdy”, ale myślę, że ze względu na mój lęk wysokości, nie skoczyłabym na bungee.

Czy ma Pani swoje motto życiowe?

Mam – nawet dwa: „Co cię nie zabije, to cię wzmocni” i „ Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”.

No, może jeszcze jedno – „Róbmy swoje” z piosenki W. Młynarskiego.

Nie wiem, czy dobrze myślę, ale słuchając tego, co Pani przed chwilą powiedziała, wydaje mi się, że w Pani życiu było już sporo trudnych chwil. Jak Pani sobie radzi w takich momentach?

Lubię przebywać w towarzystwie innych ludzi, którzy mi pomagają, podpowiadają, co zrobić, pocieszają, wspierają. Kiedy jest mi szczególnie źle – wtłaczam muzykę, zaczynam tańczyć i przenoszę się do innego świata.

Książka czy film?

Książka, choć chętnie oglądam też dobre filmy.

Plany na przyszłość/marzenia

Staram się nie wybiegać daleko w przyszłość …

Życzę zatem, by ta przyszłość przynosiła same dobre rzeczy. Dziękuję za rozmowę.