BLOG

Tarnobrzeżanka za oceanem – Marta Kustek (część 2)

Rozmawiamy z tarnobrzeżanką – Martą Kustek –  która od ponad 9 lat mieszka w USA, gdzie bardzo aktywnie propaguje polską kulturę i język.

Pani Marto – skąd pomysł na Dobrą Polską Szkołę,? Co to właściwie jest?

Pomysł założenia portalu DobraPolskaSzkola.com powstał ok. pięciu lat temu, kiedy zadzwonili do mnie rodzice jednej z polskich sobotnich szkół na Brooklynie w Nowym Jorku, z prośbą o dziennikarską interwencje. Chodziło o to, że w szkole, w której odbywały się co sobotę lekcje, były azbestowe niezabezpieczone rury, które przebiegały w klasach nad głowami dzieci i z których sypał się czasem azbest. Niestety, ani dyrektor szkoły, ani proboszcz parafii, do której budynek należał, nie byli zainteresowani naprawieniem tego problemu, dlatego rodzice próbowali interweniować wszędzie, chcieli również nagłośnić tę sprawę w mediach. Zanim jednak zdążyliśmy przekazać jakieś informacyjne, przyszła inspekcja sanitarna i nakazała całkowicie to usunąć.

Problem został zatem rozwiązany.

Tak, ale przy okazji tego spotkania, rodzice zaczęli opowiadać o innych sprawach, które wywołują w nich niepokój i pomyślałam wtedy, że przydałoby się jakieś miejsce, gdzie oni wszyscy mogliby się wymieniać ze sobą tymi informacjami. Coś w rodzaju polonijnego forum, w którym każdy ma prawo powiedzieć, co go gryzie.

Założyłam więc wtedy prosty blog, gdzie jedyną stałą kategorią była lista nowojorskich polskich szkół sobotnich. Pisałam również o ciekawostkach kulturalnych, o różnych wydarzeniach z polonijnego życia. Nie było jednak tego dużo, bo nie miałam wówczas nikogo do pomocy.

Strona jednak bardzo szybko zaczęła się rozwijać. Ktoś tam wysyłał informacje do wstawienia, ktoś inny zapraszał na ciekawą imprezę, tematy pojawiały się jak grzyby po deszczu, a z czasem i nowe osoby do pisania na portalu. Z nowymi osobami dochodziły nowe kategorie, i już dwukrotnie zmienialiśmy wygląd strony. Całość naprawdę nabrała tempa, kiedy mój mąż zaczął mnie wspierać w moich działaniach. Z jego inicjatywy założyliśmy fundację, dzięki której możemy mieć dużo większy zakres działań.

Teraz współpracuje z nami 15 dziennikarzy, są to osoby zarówno ze Stanów, jak i z Polski i właśnie one są naszym największym bogactwem. Każda z nich zajmuje się na pozór inną działką tematyczną, ale cechuje je wszystkie niezwykła kreatywność, żywiołowość, chęć wprowadzania nowych, ciekawych rozwiązań, są to prawdziwi ludzie z pasją i praca z nimi jest dla mnie ciągłą inspiracją i przyjemnością.

Jakie akcje udało się już przeprowadzić?

Nasz portal przeprowadził wiele akcji wśród Polonii, wymienię tylko niektóre: „Polskie książki do bibliotek polonijnych szkół”, podczas której zebraliśmy ponad 7 tys. polskich książek( zasiliły one 6 nowych przyszkolnych bibliotek), coroczna akcja „Pluszakowy Most”, w której dzieci z polskich szkół zbierają pluszaki dla dzieci z Domów Dziecka i wiejskich przedszkoli w Polsce, czy „Wymień się Książką”. Jesteśmy również jednym z koordynatorów kampanii Cała Polonia Czyta Dzieciom, takiej eksportowej wersji popularnej w Polsce akcji Cała Polska Czyta Dzieciom. W ramach tej akcji organizujemy czytelnicze spotkania w różnych miejscach, najczęściej w polskich szkołach, na które zapraszamy do czytania znane w naszym polonijnym środowisku osoby. Staramy się w niej zachęcać do nie tylko do samego czytania, ale czytania po polsku, w dodatku nie tyle same dzieci, ale ich rodziców.

Jednak do głównej akcji należy kampania “W naszym domu mówimy po polsku”?

Tak, rzeczywiście naszym oczkiem w głowie jest kampania “W naszym domu mówimy po polsku”, która zachęca polonijnych rodziców do rozmawiania ze swoimi dziećmi w języku polskim. Dla osób zamieszkałych w Polsce może się wydawać to trochę dziwne, ale realia życia poza granicami Polski są nieco inne i dzieci z polskich rodzin, które zaczynają chodzić do amerykańskiego przedszkola, przestawiają się na angielski i niechętnie potem mówią w języku polskim. Kampanię prowadzimy od ponad trzech lat i w tym roku została ona zauważona i doceniona przez polski rząd. Otrzymaliśmy dofinansowanie z MSZ na jej rozwój, i dzięki niemu możemy bardziej rozwinąć skrzydła w naszych działaniach promujących język polski.

indeks

Podczas odbioru Nagrody Białego Orla przyznanej portalowi Dobra Polska Szkoła przez Nowy Dziennik za kampanię "W naszym domu mówimy po polsku"

Co w pracy sprawia Pani największą radość? Co jest trudne?

Radość sprawia mi to, że przy naszym portalu mam tak wspaniałą grupę współpracowników, że dzięki temu możemy tak łatwo i szybko wprowadzać w życie wiele różnych pomysłów. To jest właściwie główny powód, dla którego zdecydowałam się zostać w Stanach. W Polsce, jeżeli ktoś wpadnie na jakiś ciekawy, oryginalny pomysł, pojawia się mnóstwo ocen i komentarzy typu: “A po co ci to?”, “Co ci to da?”, “Na pewno sie nie uda”, “To jakieś mrzonki, znajdź sobie normalna prace” i takie podejście od razu podcina skrzydła nawet najbardziej nowatorskim pomysłom. W Stanach mam wrażenie, że im dziwniejszy pomysł, tym ma większa szansę na sukces. Podam przykład. Już na samym początku po moim przyjeździe do Nowego Jorku, jedną z moich ulubionych rzeczy było oglądanie grajków występujących w podziemnym nowojorskim metrze. Jest ich tam mnóstwo – jedni są tacy sobie, ale inni zapierają dech. Nie wiem czemu, ale od tych drugich zawsze brałam jakiś kontakt, wizytówkę, czy nazwę ich strony internetowej. Potem, pracując już w radio, któregoś dnia wpadłam na pomysł na zorganizowanie koncertu, którego organizatorem byłoby radio, ale w którym występowałyby właśnie te zespoły, których kontakty gromadziłam do tej pory. Powiedziałam o tym szefowi, o a on na “Jasne, organizuj, ale musisz zdobyć na to jakieś pieniądze, bo radio na to nie ma.” Pomyślałam, że może by spróbować zainteresować tym Polski Konsulat w Nowym Jorku. Na drugi dzień już siedziałam u konsula i opowiadałam mu o pomyśle zrobienia koncertu “Blender – Music For All”. Pomysł tak mu się spodobał, że już na tym samy spotkaniu dał mi czek na 3, 5 tys. dolarów. Byłam zaskoczona szybkością, z jaką zrealizował się ten pomysł, a jakbyś zobaczyła minę mojego szefa, kiedy pokazałam mu ten czek! Bezcenna! Dlatego ja osobiście wspieram najbardziej oryginalne, czasem dziwne pomysły, bo nigdy nie wiadomo co się może z nich urodzić

Wiem, ze niedawno odwiedziła Pani Polskę, jakie zmiany Pani zauważyła?

Jak się okazało moje amerykańskie wakacje przeciągnęły się dłużej niż miałam to początkowo w planach. Jestem w Nowym Jorku już 9 lat i kilka tygodni temu odwiedziłam Polskę właśnie po 9 latach! Ze względów związanych z moim statusem, nie mogłam tego zrobić wcześniej. Już tydzień przed wylotem nie mogłam spać z podekscytowania, a czekając na lotnisku JFK musiałam wyglądać nieco dziwnie, sama się do siebie uśmiechając, bo już nie mogłam tego uśmiechu powstrzymać. Stęskniłam się za Polską ogromnie i byłam bardzo szczęśliwa, że w końcu jadę do kraju. Ach, jak on się bardzo zmienił! Pierwsza rzecz, która mnie uderzyła, to czystość. Na lotnisku, na ulicach, przystankach, w sklepach. Ogromnie to kontrastuje z Nowym Jorkiem. Wszystko wydaje się takie dopracowane, ładne przystanki, nowe chodniki, nawet rabaty kwiatowe tak pięknie dopracowane. Podobają mi się te wszystkie zewnętrzne zmiany.

A zatem same pozytywy?

Niestety nie. Jest jeszcze druga strona tej mojej wizyty. Odwiedziłam mnóstwo osób z mojej rodziny, również znajomych, przyjaciół, i mam wrażenie, że z tych wszystkich wspaniałych dobrodziejstw, które widać i które mi się tak podobają – galerii handlowych, restauracji, atrakcyjnych ofert podróży, mogą korzystać jedynie niektórzy z nich, i to zdecydowanie ich mniejsza część. Luksusem dla wielu jest wciąż obiad w restauracji, zakupy w centrum handlowym, nie mówiąc o wyjeździe zagranicę. Pod tym względem nadal się nic nie zmieniło w Polsce, w małych miejscowościach, a przecież takich jest większość, nie ma pracy i perspektyw. Młodzi szukają szczęścia gdzie indziej, wyjeżdżają z kraju, każdy chce sobie jakoś radzić, to zrozumiałe. Efekt jest taki, że w wielu miejscowościach zostają starsze osoby, a młodych nie ma.

Taki pesymizm nie pasuje do Pani …

Oczywiście, że nie (śmiech). Uważam, że na wszystko, co nam się przydarza w życiu, nawet na najcięższe wydarzenia, można patrzeć z co najmniej dwóch stron – tej pozytywnej – i zadąć sobie pytanie, co ta sytuacja (nawet ciężka) może mnie nauczyć, jakie wnioski mogę z tej lekcji wyciągnąć, i tej negatywnej – czyli narzekać na los, że coś złego zesłał, widzieć siebie jako ofiarę takiej sytuacji. Pierwsze podejście buduje i daje nadzieję, drugie ciągnie nas w dół, pogłębia smutek etc. I w tym wszystkim najlepsze jest to, że to MY mamy wolny wybór, która opcje wybieramy. Tę, która nas buduje, czy tę, która nas ciągnie w dół. Tym się zawsze kieruję, bez względu na to, czy napotykam na dobre, czy mniej dobre wydarzenia w moim życiu.

Dziękuję serdecznie za rozmowę. Życzę spełnienia marzeń i realizacji planów.