BLOG

„Wszystko co robię wypływa z potrzeby mojego serca” – Barbara Piekutowska

 Pani Barbaro, jest Pani nauczycielem biologii ….

Tak, rozpoczęłam pracę jako młody nauczyciel w Sandomierzu, potem w Skopaniu, następnie pracowałam w tarnobrzeskim Sanepidzie, a po 8 latach znowu wróciłam do szkoły. Obecnie pracuję w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 3, czyli popularnej „Budowlance”.

Tu ujawniła się Pani działalność społeczna.

Uczę biologii, a więc bardzo bliskie są mi sprawy naszego zdrowia, profilaktyki i higieny. Postanowiłam to wykorzystać. Rozpoczęłam od akcji związanych z transplantologią. Organizowałam liczne spotkania, na których wyjaśniałam, co to jest transplantologia i na czym polega. Uczyłam młodzież jak wypełniać „oświadczenia woli” i wyjaśniałam uczniom o co w nich chodzi. To bardzo ważne, ponieważ kiedy mamy przy sobie takie oświadczenie w razie naszej niespodziewanej śmierci, możemy być dawcą organów, a rodzina jest o tym tylko poinformowana. W przeciwnym wypadku to właśnie rodzina musi wyrazić zgodę.

Czego dotyczyła kolejna akcja?

Kolejna akcja dotyczyła nowotworów i miała na celu uświadomić młodzieży i lokalnej społeczności, że z chorobą nowotworową można walczyć i wygrać. Była to ogólnopolska akcja „Mam haka na raka”, zwana w skrócie MHNR. W każdym roku dotyczyła ona innego rodzaju nowotworu. My włączyliśmy się do 3 akcji. Każda z nich składała się z 2 etapów zawierających konkretne działania.

Jakie to były zadania?

Bardzo różne. Musieliśmy np. przygotować transparenty z hasłami, z którymi potem wędrowaliśmy ulicami miasta; rozdawaliśmy ulotki dotyczące profilaktyki nowotworów; organizowaliśmy happeningi, liczne prezentacje czy występy artystyczne.

W dwóch edycjach zostaliśmy zauważeni i zaproszeni do drugiego etapu. Swoje działania mogliśmy zaprezentować w Warszawie. Trzeba było wymyślić hasło akcji, spot radiowy i telewizyjny, co nie było prostym zadaniem.

Pani Barbaro – sama jestem nauczycielem, więc wiem, że mam on co robić. Co Panią zatem kusi, by robić coś ponadto?

Lubię działać, nie lubię stagnacji i tak zwanej papierkowej roboty. Poza tym do głowy przychodzą mi różne pomysły, które potem realizuję. Mam dorosłe dzieci  a więc i więcej wolnego czasu.

Skąd Pani bierze swoje pomysły?

Różnie. Czasem czytam jakąś gazetę, czasem oglądam program w telewizji i nagle wpada mi do głowy jakiś pomysł. Na przykład kiedyś oglądałam, program pt. „Znajdź genetycznego bliźniaka” i pomyślałam sobie – może by zorganizować taką akcje również w mojej szkole? Wiem jak ważna jest profilaktyka, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Wiem też, że wykrycie choroby we wczesnym stadium daje dużo większe szanse na wyleczenie. Wiele osób jednak nie jest tego świadomych, dlatego uważam, że takie akcje są bardzo potrzebne.

No właśnie – niby tyle mówi się np. a nowotworach a ludzie i tak czasem powtarzają jakieś slogany, stereotypy …

Zgadza się, dlatego nigdy za dużo takich akcji. Jeśli pomożemy choć jednej osobie to już jest sukces.

Wróćmy jeszcze na chwilę do akcji związanej z genetycznym bliźniakiem. Na czym ona polegała?

Z p. Piotrem Błaszkiewiczem

To nic innego jak poszukiwanie potencjalnych dawców szpiku. Przyznaję, że nie bardzo wiedziałam jak się zabrać za tę akcję. Nawiązałam kontakt z Fundacją Urszuli Jaworskiej z Warszawy, która była wtedy największym Bankiem Dawców Szpiku Kostnego w Polsce. Pani Urszula poleciła mi do współpracy p. Piotra Błaszkiewicza, który jest prezesem rzeszowskiego koła Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pomocy Chorym na Przewlekłą Białaczkę Szpikową. Nawiązałam z nim współpracę. Wystartowaliśmy z pierwszą akcją i to od razu na ogromną skalę. Dzięki p. Piotrowi dotarliśmy do p. doktora Marka Dudzińskiego (onkologa z Rzeszowa) i zorganizowaliśmy spotkania z młodzieżą (powyżej 18 roku życia) we wszystkich szkołach ponadgimnazjalnych w Tarnobrzegu. Razem z nami do akcji włączyła się p. Barbara Cyganek (n-l ZSP nr 3), która już była zarejestrowana jako potencjalny dawca.  Po tych wszystkich spotkaniach zorganizowaliśmy Dzień Dawcy Szpiku. Nagłośniliśmy naszą akcję, która spotkała się z ogromnym odzewem. Na sali gimnastycznej w naszej szkole zorganizowaliśmy kilka stanowisk, na których pielęgniarki pobierały krew. Przeszkolona w tym celu młodzież prowadziła rozmowy z osobami do rejestracji i pomagała w wypełnianiu ankiet. Wszystko odbyło się we współpracy z fundacją DKMS Polska. Były władze miasta, dyrekcja naszej szkoły, uczniowie, ludzie z miasta. W sumie potencjalnych dawców szpiku zarejestrowaliśmy prawie 400. Później powtarzaliśmy te akcje co 2 lata.

Warto tu wspomnieć, że zostanie dawcą nie jest wcale takie straszne – ponad 80 % pobrań dokonuje się z krwi obwodowej a tylko 20 % z talerza kości biodrowej.

Czy każdy może zostać dawcą szpiku?

W zasadzie tak, choć jest kilka przeciwwskazań, np. zbyt niska masa ciała (poniżej 50 kg) oraz niektóre schorzenia, no i pamiętajmy, że dawcą może zostać tylko osoba pełnoletnia, która nie ukończyła 55 roku życia.

O czym trzeba jeszcze pamiętać?

Na pewno należy dobrze i bardzo świadomie przemyśleć swoją decyzję. Trzeba podejść do tego z pełną odpowiedzialnością, ponieważ tu chodzi o ludzkie życie. Kiedy okaże się, że możemy być dawcą i pacjent zostanie już przygotowany do zabiegu, a my nagle się rozmyślimy, to niestety kończy się to dla niego tragicznie.

Czy są jeszcze inne akcje?

Coś jeszcze na pewno się znajdzie (śmiech). Współpracuję np. z grupą amazonek z Tarnobrzegu zrzeszonych w stowarzyszeniu „Pomocna dłoń”, którego prezesem jest p. Anna Pietryka. Staramy się, aby każdego roku w naszej szkole odbywała się pogadanka na temat raka piersi, samobadania, profilaktyki. Zawsze zapraszany jest lekarz onkolog, który to wszystko tłumaczy, pokazuje na fantomach, jak takie badanie powinno wyglądać.

Współpracuję również z Sanepidem w ramach działalności prozdrowotnej, prowadzę zajęcia dotyczące profilaktyki AIDS, grypy czy szkodliwości palenia tytoniu itp. W ubiegłym roku nawiązałam współpracę z Zakładem Pielęgnacyjno – Opiekuńczym w Tarnobrzegu. Zaprosiliśmy do naszej szkoły p. Barbarę Zych, która opowiedziała nam o zakładzie, o potrzebach starszych ludzi i zachęcała młodzież do przychodzenia i rozmowy z podopiecznymi. Obecnie grupa wolontariuszy z naszej szkoły odwiedza podopiecznych Zakładu.

Nie powiedziała Pani jeszcze, ze prowadzi zespół muzyczny…

Rzeczywiście, robię to od zeszłego roku. Zawsze lubiłam śpiewać, wiec pomyślałam sobie, że warto spróbować również takiej formy działalności. W styczniu tego roku kolędowaliśmy właśnie u p. Basi Zych.

Jak na Pani działalność i pomysły reaguje młodzież?

Super. Młodzi ludzie są bardzo chętni do podejmowania dodatkowych zadań. Trzeba im tylko uświadomić pewne rzeczy, pokazać cel akcji, naświetlić problem i dać im wolną rękę, bo resztę zrobią już sami. Naszą rolą jest dyskretnie czuwać nad tym wszystkim i w razie potrzeby służyć pomocą.

Wszystko co Pani mówi, przeczy obiegowej opinii, jaka to młodzież dzisiaj jest zła. 

Młodzież zawsze była i jest różna. Dzisiejszy świat z jednej strony jest łatwiejszy – mamy wiele udogodnień cywilizacyjnych, a z drugiej strony żyje się trudniej, czasem nie sposób wszystkiego „ogarnąć” i tu jest ogromna rola dla nauczyciela.

To później pięknie procentuje …

Oczywiście. Kiedy potem słyszę, że akcja, w której brali udział, była super doświadczeniem to aż serce rośnie i chce się działać dalej, ponadto moi uczniowie kontynuują tę moją działalność podejmując podobne działania będąc już absolwentami naszej szkoły.

Z czego jest Pani najbardziej dumna?

Prywatnie na pewno z moich 2 dorosłych już wspaniałych synów, a w pracy …. Wszystko co robię wypływa z potrzeby mojego serca. Myślę, że z tego, że udaje mi się zaangażować młodzież do wszystkich moich pomysłów.

Pani życiowe motto …

Trudne pytanie. Chyba to, że nie ma rzeczy niemożliwych. Zawsze trzeba szukać innej drogi, innego rozwiązania.

Jak sobie Pani radzi w trudnych chwilach?

Uciekam w działanie, przestaję wtedy myśleć o sobie, a skupiam się na innych. Z natury jestem raczej optymistką i jeżeli chcę coś osiągnąć to wszystkimi siłami do tego dążę.

Co Pani zrobiła szalonego w swoim życiu?

Może to, że po 40 roku nauczyłam się jeździć na nartach i to na tyle dobrze, że mogę szusować po Alpach? A może to, że w ubiegłym roku zrobiłam kartę wędkarską i łowię ryby? Mam też patent żeglarza, dlatego zdarza mi się stanąć za sterem żaglówki. Być może dopiero zrobię coś bardziej szalonego?

Pozostaje mi zatem zapytać o Pani plany i marzenia.

No cóż, niedługo przechodzę na emeryturę i zastanawiam się, co będę wtedy robić. Pomysłów mi nie brakuje, ale nie podjęłam jeszcze ostatecznej decyzji. Na pewno zapiszę się na Uniwersytet Trzeciego Wieku żeby wciąż się uczyć i poznawać ciekawych ludzi.

Myślę, że jest Pani tak energiczną osobą, że pewnie na tym się nie skończy. Życzę zatem, by tak było. Dziękuję za rozmowę.