BLOG

Z naturą za pan brat – Agnieszka Zwierzyk-Karłowska

Pani Agnieszko, skończyła Pani aż trzy, a nawet cztery kierunki studiów – chemię o specjalności nauczycielskiej na Uniwersytecie Łódzkim, biologię na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, chemię analityczną na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie oraz naturopatię w Katowicach. To chyba sporo?

Tak, rzeczywiście trochę tego się uzbierało! Wszystko zaczęło się jednak od tego, że zdawałam na medycynę, ale niestety zabrakło mi kilku punktów, żeby się na nią dostać. Złożyłam wtedy dokumenty na chemię, a po jej ukończeniu zaczęłam pracę w szkole. Niemniej jednak zawsze bliższa mi była biologia, dlatego kiedy kilka lat później dyrektor szkoły, w której pracuję,  zapytał, czy nie chciałabym zrobić dodatkowych studiów z biologii, chętnie się na to zgodziłam. Byłam młoda, a w dodatku okazało się, że mogę studiować w Sandomierzu, gdzie właśnie otworzono filię UMCS. Nie mogłam zaprzepaścić takiej szansy. Wiele lat później zrobiłam jeszcze podyplomowo chemię analityczną na AGH, a ostatnio naturopatię. Ukończyłam też wiele kursów, które są uzupełnieniem naturalnych metod terapii np. elektroakupunkturę, homeopatię czy medycynę chińską. Po prostu lubię się uczyć.

Od wielu lat uczy Pani w szkole dwóch przedmiotów – biologii i  chemii.  Czy uważa Pani, że ilość godzin tych przedmiotów jest wystarczająca i zachęca młodych ludzi do zainteresowania przedmiotami przyrodniczymi?

No cóż. Uważam, że godzin obu tych przedmiotów obecnie jest za mało. Teraz stoimy w obliczu kolejnej już reformy, która chyba nie będzie dobra. Licea jeszcze sobie jakoś poradzą, gorzej będzie z technikami, gdzie znowu te przedmioty będą traktowane trochę po macoszemu. Zobaczymy, co nas czeka w szkołach, czas pokaże. Muszę tu powiedzieć jednak, że nie czekamy z założonymi rękami, ale działamy. Obecnie na przykład staramy się o otworzenie nowego, atrakcyjnego kierunku związanego ze współczesnymi trendami kształcenia na świecie ….

Osobiście natomiast cieszę się, że mogę uczyć zarówno biologii jak i chemii, bo tylko dzięki temu mam cały etat.

Oprócz nauczania inicjuje Pani i prowadzi różne inne działania.

Staram się! Od lat zajmuję się promocją zdrowia w szkole; byłam koordynatorem wielu takich działań. Razem z koleżankami osiągnęłyśmy Wojewódzki Certyfikat Szkół Promujących Zdrowie. Założyłyśmy też Szkolny Klub HDK „Prymasówka”  i promujemy akcje honorowego krwiodawstwa. W ostatnich latach włączam się również do akcji organizowanych przez DKMS, tzw. potencjalnych dawców szpiku kostnego. Ponadto realizuję w placówce różne projekty związane z profilaktyką zdrowotną, konkursy, wycieczki, sprzątania świata itp., a przede wszystkim w ramach nauczanych przedmiotów promuję zdrowy styl życia. Pomagam też odrabianiu lekcji chemii dzieciom z Domu Dziecka w Tarnobrzegu.

Powiedziała mi Pani, że kiedyś chciała zostać lekarzem – nie udało się, ale widzę, że te marzenia nadal, gdzieś w Pani drzemały, skoro po pierwsze – prowadzi Pani wymienione wyżej akcje, a po drugie – zainteresowała się Pani niekonwencjonalnymi metodami terapii. Wszak jest Pani naturopatką.

Moje zainteresowania naturalnymi metodami leczenia wynikają tak naprawdę z chorób moich dzieci, zwłaszcza syna, u którego po porodzie pojawiła się alergia wziewna i pokarmowa oraz inne problemy zdrowotne. Przez kilka pierwszych miesięcy praktycznie nie sypiałam, patrząc bezradnie na cierpienia mojego dziecka, któremu tak naprawdę nikt nie umiał pomóc. Kilka razy w roku lądowaliśmy w szpitalu. W końcu trafiłam z nim na leczenie biorezonansem do Kielc. Tam też zaczęło się eliminowanie pasożytów i grzybów u dziecka, a następnie proces odczulania. Kiedy po 12 zabiegach zobaczyłam, że przynosi to efekt, zaczęłam interesować się tymi metodami jeszcze bardziej.

Ostatnio niejako modne stało się odkwaszanie organizmu. Proszę nam powiedzieć, co to właściwie oznacza i na czym polega?

Zacznijmy od tego, czym jest zakwaszenie? To zaburzenie równowagi kwasowo-zasadowej w organizmie. Większość narządów, płynów ustrojowych i przestrzeń międzykomórkowa powinny mieć pH zasadowe lub obojętne  (poza żołądkiem i moczem, który ma odczyn lekko kwaśny). Odkwaszanie zatem to przywrócenie tego właściwego pH. Dodajmy, że z zakwaszenia organizmu wynika wiele chorób, m.in. nadciśnienie, otyłość, niewydolność krążeniowa, dna moczanowa, nowotwory, a nawet problemy ze stawami. Sprzyja to też rozwojowi pasożytów, niedotlenieniu i niedożywieniu komórek.

Dlaczego ta metoda właśnie teraz trafia na podatny grunt?

No cóż! W tej chwili w Polsce jest bardzo dużo otyłych osób a w dodatku jest to tendencja wzrostowa; nie tylko zresztą u nas, ale i na całym świecie (w Polsce 42 % dzieci ma problem z nadwagą, a 57 % społeczeństwa ma nadwagę lub otyłość).  Szukamy różnych sposobów na zrzucenie zbędnych kilogramów, korzystamy z różnych diet, a nawet zabiegów chirurgicznych. Niestety, nawet kiedy nam się to udaje, niemal zawsze mamy do czynienia z tak zwanym efektem jo-jo. Gdy odkwasimy organizm nie będziemy mieli tych problemów. Powiem więcej, jestem przekonana, że bez odkwaszenia organizmu żadne diety nie pomogą nam w uzyskaniu idealnej sylwetki. Ale przede wszystkim odkwaszanie to nasze zdrowie.

Coraz częściej wracamy do naturalnych metod leczenia, tzw. "babcinych" ….

Tak, rzeczywiście są to skuteczne metody. Zaczynamy używać coraz więcej ziół, stawiamy bańki, pijawki, ale też sięgamy do medycyny chińskiej np. robimy świecowanie uszu, zabiegi moksą, akupresurą, akupunkturą, a ostatnio klawiterapią. Zresztą zioła i naturalne leki były pierwsze na ziemi przed medykamentami syntetycznymi. Zatem to powrót do natury.

Założyła Pani ze wspólniczką Centrum Medycyny Naturalnej Biomed A. M. Proszę nam powiedzieć, skąd taki pomysł?

Dużo do rozmyślania dały mi przede wszystkim choroby moich dzieci i mojej mamy. Kilka lat temu sama przeszłam zapalenie jelit i trzustki. Musiałam iść na urlop zdrowotny. Zaczęłam się zastanawiać, co dalej z moim życiem. Bo, jeśli mnie zabraknie, to, co się stanie z moimi dziećmi? Wiele godzin przegadałam z Małgosią (moją obecnie wspólniczką) i w końcu doszłyśmy do wniosku, że założymy Biomed, a w ten sposób pomożemy sobie, swoim bliskim, a także innym ludziom. Zdaję sobie sprawę, że metody, które proponujemy nie pomogą zawsze i każdemu. Zresztą wszyscy doskonale wiemy, że zioła, leki, czy zabiegi rehabilitacyjne, też nie zawsze wszystkim pomagają. Ale zawsze można i trzeba próbować czegoś nowego, aż w końcu jakaś metoda zadziała. Po prostu nie wolno poddawać się. U mnie to słowo nie istnieje.

Pani motto życiowe ….

Może nie będę oryginalna, kiedy powiem, że wszystko kręci się wokół zdrowia, które dla mnie jest największą wartością.  Wyznaję regułę, że jak nie ma zdrowia, to nie ma pracy i nie ma urody, nic nie ma …więc moje motto brzmi: „Pamiętaj jednak, że nie ma większej nagrody i nic nie może zastąpić uśmiechu i szczęścia w oczach człowieka, któremu pomogłeś”.

Co sprawia Pani największą radość?

Największą radością dla mnie jest błysk w oku pacjenta, któremu pomogłyśmy. Kiedy słyszę „Ja mam taką energię, że mogę góry przenosić”. Wiem wtedy, że moja praca ma sens.

A co Pani robi, gdy zdarzają się trudne momenty?

Na pewno nie siedzę i nie płaczę. Zbieram się w sobie i szukam wyjścia z sytuacji. Zaczynam działać. Czasem, żeby nie siedzieć bezczynnie, idę po prostu na zakupy, jak normalna kobieta (śmiech).

Jakieś szaleństwo w Pani życiu?

Jestem dość spokojną i uporządkowaną osobą, więc moje życie raczej nie jest szalone. Jedynym szaleństwem było chyba otwarcie wspomnianej już firmy. Pomyślałam sobie jednak, że dzieci mam odchowane, więc na pewno sobie poradzą czasami bez mamy, a pościerane kurze nie są w domu najważniejsze. Dom tworzą ludzie.

Z czego jest Pani najbardziej dumna?

Na pewno ze swojej córki, która dostała się na bardzo dobrą uczelnię do Londynu i świetnie sobie radzi. Jestem też dumna z syna, który co prawda jeszcze jest mały, ale grzeczny i zapowiada się na kulturalnego mężczyznę. No i spełniam się zawodowo a to dla mnie bardzo ważne.

Co robi Pani w wolnym czasie?

No cóż, wolnego czasu to ja mam naprawdę niewiele. Staram się wtedy czytać, zarówno literaturę fachową jak  również science fiction, a czasami po prostu romanse. Uwielbiam ruch – jeżdżę na nartach, tańczę i podróżuję. Moim hobby są też kwiaty – zarówno te doniczkowe jak i ogrodowe. Jako ciekawostkę powiem, że kolory moich kwiatów są takie same jak wystrój pokoi, w których się znajdują (śmiech).

Marzenia …

Moim marzeniem jest wyjazd do Peru. Chciałabym zwłaszcza zobaczyć słynne Machu Picchu. Ostatnio – z racji zawodowych zainteresowań – chciałabym też odwiedzić Chiny. Mam nadzieję, że kiedyś mi się to uda.

Dziękuję bardzo za rozmowę i oczywiście życzę realizacji marzeń.